
– Elena Alante, wdowa. Renato lubi mężatki, rozwódki i wdowy, czyli kobiety doświadczone. Tamta to Minetta, a zaraz za nią hrabina Julia Bennotti. Wszystkie trzy… cóż, Renato jest…
– Odważnym człowiekiem – podpowiedziała Heather.
– Nawet bardzo, skoro zaprosił je wszystkie. Ciekawe, co go opętało.
Heather pomyślała to samo, gdy wreszcie stanęła twarzą w twarz z Renatem. Był spięty i rozdrażniony, jakby go coś dręczyło. Pozdrowił przyszłą bratową skinieniem głowy i wymuszonym uśmiechem, a potem przedstawił ją Elenie. Gdy obie panie wymieniały ukłony, Heather nagle roześmiała się.
– Proszę pozwolić pogratulować sobie perfum, signora – mruknęła. – Są wspaniałe.
– Kupił mi je Renato – zaszczebiotała Elena. – Nazywają się Głębia Nocy. Powtarzam mu, by nie dawał mi takich kosztownych prezentów, ale twierdzi, że jestem dla niego kimś wyjątkowym.
– Wyjątkowe prezenty dla wyjątkowych osób – odparła He-ather. – Jestem pewna, że natrudził się przy wyborze.
– Czas, bym skorzystał z okazji i zatańczył z panną młodą – przerwał im Renato, biorąc Heather za rękę, a gdy podążyła za nim na parkiet, warknął: – Dość tych sztuczek.
– Byłam tylko uprzejma, bo to naprawdę dobre perfumy. A skoro już przyprowadziłeś tu cały swój harem, to chyba nie wstydzisz się swoich kochanek?
– O pewnych rzeczach lepiej nie mówić – mruknął z ostrzegawczym błyskiem w oku.
– Chodzi o poczucie winy?
– Nie, chodzi o poczucie przyzwoitości – odparł.
Coś ją znowu podkusiło.
– Przyzwoitości? Żałuję, że nie mogłam być za firanką, gdy wręczałeś te perfumy Elenie. Już słyszę tę gładką mówkę, jak to w Londynie wciąż za nią tęskniłeś, nic a nic nie myślałeś o Julii i Minetcie ani też nie składałeś gorszących propozycji dziewczynie swojego brata…
Dłoń przytrzymująca ją w talii napięła się.
– Przestań – szepnął. – Nie śmiej mówić w ten sposób.
– Ja… – Nagle zbrakło jej powietrza. – Ja tylko tak sobie gadam. – Wzięła się w garść. – Jeszcze ci nie podziękowałam za wspaniały dzień. Masz rację co do miodowego miesiąca na jachcie…
