– W jednej sprawie tylko się myliłem – warknął. – Musicie zamieszkać gdzie indziej.

– Przecież sam mówiłeś…

– Zmieniłem zdanie. Nie możecie tu zostać.

Nie pytała, dlaczego. W niego naprawdę wstąpił demon. Ulokował się w samym sercu. Wyzierał mu z oczu.

Czuła, jak silnie bije jej serce. Usiłowała wmówić sobie, że to od tańców, lecz oboje znali prawdę. Gdyby byli sami, Renato namiętnie pocałowałby Heather, a ona odwzajemniłaby pocałunek, na który czekali od chwili, gdy tylko się poznali przy stoisku z perfumami…

To było chore. Skoro kochała Lorenza, jak mogła płonąć na myśl o dotyku ust Renata? Dlaczego pragnęła znaleźć się w jego ramionach, dlaczego tęskniła za jego delikatnymi dłońmi, dlaczego… dlaczego…

Powinna zachować wobec niego wrogą postawę, lecz zniweczył ją moment porozumienia na plaży. Okazało się, że nie tylko go lubiła, lecz nawet mu współczuła, a to było bardziej niebezpieczne od czysto fizycznych reakcji.

– Nie mogę żyć z tobą pod jednym dachem – powiedziała z lękiem.

– Wiem – rzekł cicho.

– Mam dużo obowiązków wobec gości. Nie powinnam zaniedbywać ich dla miufrati.

Popełniła błąd, bowiem te słowa kojarzyły się z nadmorskim piknikiem, gdy tak cudownie czuła się z Renatem, a on mówił do niej cicho, lecz z głębokim wewnętrznym napięciem.

– Masz rację – odrzekł. – Musisz wracać do obowiązków, a ja do mojego haremu. Przynajmniej moje kochanki nie przysparzają mi problemów.

– Jestem pewna, że nikt nie zdoła ci pomieszać szyków, Renato.

– Też tak kiedyś myślałem. Taniec się skończył. Dobranoc, spotkamy się, gdy poprowadzę cię do ołtarza na ślub z moim bratem.

Odwróciła się, by pogawędzić z kolejnym kuzynem Martellich, a potem zjawili się inni, więc do końca wieczora nie miała już okazji, by spojrzeć, z kim tańczy Renato.



47 из 125