
Półprzytomna Heather, unoszona silnymi ramionami, została położona na łóżku i czyjeś ręce zdjęły z niej bikini. Poczuła wiatr na nagim ciele i szorstki ręcznik wycierający jej piersi i uda, aż nagle otrząsnęła się z letargu i zobaczyła męską twarz wpatrującą się w nią oczyma, które odgadywały jej myśli…
– Nie! – krzyknęła przerażona i zerwała się z łóżka. Znów była na jawie.
– Co się stało? – spytała Angie i doskoczyła do niej. – Co z tobą, Heather?
– Nic, to tylko sen.
Sen, który wydobył wszystko, co w obronnym odruchu zepchnęła do niepamięci. Teraz jednak ów obraz powrócił. Leżała naga, a Renato przyglądał się jej w tak szczególny sposób…
– Przejdę się – oznajmiła.
– Mam iść z tobą?
– Nie, dziękuję, chcę być sama.
Zarzuciwszy lekki szlafroczek na koszulę nocną, wymknęła się na taras. Dom był ciemny i cichy, a chłodne powietrze nocy łagodziło trawiący ją żar. Druga nad ranem. Już tylko godziny do ślubu, a potem inny mężczyzna przerwie te sny.
W głębi serca wiedziała, że Renato jest niebezpieczny, ale to minie, gdy tylko wyjdzie za mąż. W objęciach Lorenza zapomni o wszystkim. Musi!
Wychyliła się przez poręcz i to, co zobaczyła, przyniosło jej ulgę. – Lorenzo – zawołała szeptem – schodzę na dół!
Wróciła przez pokój i minąwszy ostrożnie korytarz, zeszła po schodach. Czekał na nią w holu. Otworzył ramiona, gdy biegiem ruszyła w jego stronę.
– Co się stało, kochanie?
– Nic, tylko chciałam ci powiedzieć, jak bardzo cię kocham.
– Dlaczego mówisz to takim zmartwionym tonem?
– Wcale nie. Po prostu musiałam ci to powiedzieć.
– Ja też cię kocham, więc wszystko w porządku.
Pocałował ją. Heather włożyła całą duszę w tę pieszczotę, pragnąc znaleźć w niej wszystko, lecz nadaremnie. Widocznie byli zbyt spięci, ale wszystko się odmieni, gdy znajdą się na jachcie i popłyną w poświacie księżyca.
