
– Sama go pani musi spytać. Sporządził testament, jestem tego pewna, dyskutowaliśmy nad przekazaniem jego pieniędzy na różne cele dobroczynne… Chyba że, oczywiście, będzie miał prawnych potomków. Sądzi pani, że pieniądze mogą być motywem?
Wzruszyłam ramionami.
– Od nich zacznę, tym bardziej w sytuacji, kiedy jest ich dużo.
– Innego motywu nie widzę. Co ktoś może mieć do niego?
– Ludzie mordują z absurdalnych pobudek. Ktoś z jakiegoś powodu wpada we wściekłość i bierze odwet. Dochodzi też zazdrość albo potrzeba obrony przed prawdziwym lub wyimaginowanym atakiem. Ludzie popełniają jakieś wykroczenia i chcą zatrzeć ślady. Czasami jest w tym jeszcze mniej sensu. Może tamtej nocy Bobby zajechał na autostradzie komuś drogę i kierowca wyjechał za nim aż na przełęcz? Ludzie w samochodach dostają świra. Zakładam, że z nikim się nie kłócił?
– O ile mi wiadomo, to nie.
– Nikogo nie obraził? Na przykład dziewczyny?
– Wątpię. Chodził wtedy z jakąś, ale to chyba była przygodna znajomość. Od czasu wypadku zaczęła nas rzadziej odwiedzać. Oczywiście Bobby też się zmienił. Nie można zbliżyć się do śmierci, nie płacąc za to kary. Gwałtowna śmierć przypomina potwora. Im bliżej do niego podchodzisz, tym więcej obrażeń możesz doznać… Jeśli w ogóle przeżyjesz. Bobby musiał wyczołgiwać się z grobu, cal po calu. Jest teraz inny. Spojrzał monstrum w twarz. Na całym jego ciele dostrzeżesz ślady pazurów.
Odwróciłam wzrok. To prawda. Bobby wyglądał, jakby go zaatakowano: był poszarpany, połamany, okaleczony. Gwałtowna śmierć roztacza aurę, jak pole siłowe odbija obiekty. Nigdy dotąd ze spokojem nie oglądałam ofiary zabójstwa. Nawet fotografie zmarłych mrożą mnie i odpychają.
Wróciłam do przerwanego tematu.
– Bobby powiedział, że w swoim czasie pracował dla doktora Frakera.
– To prawda. Doktor Fraker to mój stary przyjaciel. Tak na marginesie, to właśnie dlatego Bobby’ego zatrudniono u Świętego Terry’ego. Po znajomości.
