
– O Boże – jęknął. – A to kto? Mam nadzieję, że nie Celia Calthrop.
Panna Calthrop, jeśli się jej stanowczo nie zniechęciło, bez przerwy zachodziła „na chwilkę”, niezmordowanie usiłując wprowadzić w samotność Monksmere ciepełko obyczajów towarzyskich z mieszczańskich przedmieść. Miała skłonność do wpadania zwłaszcza wtedy, kiedy w Pentlands gościł Dalgliesh; atrakcyjny, wolny mężczyzna był dla niej naturalnym łupem. Jeśli nawet nie chciała go sama, zawsze był w okolicy ktoś, komu by się nadał; nie znosiła, kiedy coś się marnowało. Podczas jednej z jego wizyt posunęła się aż do wydania cocktailowego przyjęcia na jego cześć i nawet nieźle się na nim bawił, zaintrygowany fundamentalnym absurdem sytuacji. Mała grupka mieszkańców Monksmere, jakby widząc się po raz pierwszy, żuła kanapki, popijała tanie sherry i wymieniała zdawkowe, uprzejme uwagi, podczas gdy na zewnątrz nad cyplem szalała wichura, a w holu leżał stos sztormiaków i latarek. To był dopiero kontrast; nie należało jednak nikogo zachęcać do takich zwyczajów.
– To chyba rzeczywiście morris panny Calthrop – powiedziała Jane Dalgliesh. – Mogła wziąć ze sobą siostrzenicę. Elizabeth przyjechała wczoraj z Cambridge, aby wydobrzeć po zapaleniu migdałków.
– A więc powinna być w łóżku. Słyszę więcej niż dwie osoby; czy to nie kwakanie Justina Bryce’a?
Tak właśnie było. Kiedy panna Dalgliesh otworzyła drzwi, przez oszklony ganek ujrzeli światła samochodu i kłębowisko ciemnych postaci, z którego powoli zaczęły wyłaniać się znajome osoby. Najwyraźniej całe Monksmere postanowiło odwiedzić jego ciotkę; nawet Sylvia Kedge, niepełnosprawna sekretarka Maurice’a Setona, kuśtykała teraz na swych kulach ku padającemu z drzwi strumieniowi światła. Panna Calthrop szła wolno obok niej, jakby nieustająco oferując pomoc. Za nimi podążał Justin Bryce, wciąż kwacząc bez sensu w ciemności, obok niego majaczyła wysoka sylwetka Olivera Lathama. Na końcu, odęta i niechętna, szła przygarbiona Elizabeth Marley z rękami w kieszeniach kurtki, ociągając się i całym ciałem podkreślając, że nie ma z tym towarzystwem nic wspólnego.
