– Ja zaś – wtrącił Justin Bryce – jestem nie tyle zaniepokojony, co zaciekawiony, by nie powiedzieć pełen nadziei. Maurice Seton zniknął. Możliwe, że to tylko sztuczka reklamująca jego następny kryminał i że niebawem ujrzymy go znów wśród nas. Ale nie należy zawsze spodziewać się najgorszego.

I w rzeczy samej, nie wyglądał na przygnębionego; przycupnąwszy na stołeczku przy kominku, jak złośliwy żółw wyciągał ku płomieniom długą szyję. W młodości miał uderzająco piękną głowę o wysokich kościach policzkowych, szerokich, ruchliwych ustach i ogromnych, świetlistych szarych oczach, skrytych pod ciężkimi powiekami, ale teraz, dobiegając pięćdziesiątki, stał się własną karykaturą. Jego oczy, jeszcze większe niż niegdyś, straciły swój dawny blask i bez przerwy łzawiły, jakby wciąż szedł pod wiatr. Cofające się włosy zmatowiały i stały się szorstkie jak słoma, kości uwydatniły się pod skórą, nadając jego twarzy wygląd trupiej główki. Jedynie dłonie pozostały nie zmienione: delikatne, białe, dziewczęce dłonie o miękkiej skórze, które teraz wyciągał do ognia.

– Zaginiony, uznany za żywego – uśmiechnął się do Dalgliesha. – Autor kryminałów. Usposobienie nerwowe. Budowa lekka. Nos wąski. Wystające zęby. Włosy rzadkie. Wydatne jabłko Adama. Znalazcę uprasza się o zatrzymanie… A więc przyszliśmy do ciebie po radę, drogi chłopcze. Świeżo, jak rozumiem, po ostatnim triumfie. Czy powinniśmy zaczekać, aż Maurice się odnajdzie i udawać, że nie zauważyliśmy jego zniknięcia? A może mamy to rozegrać tak, jak on by chciał, czyli wezwać policję? W końcu, jeśli to jedynie sztuczka reklamowa, to uprzejmie będzie współpracować. Biedny Maurice potrzebuje w tych sprawach wszelkiej możliwej pomocy.

– To nie jest temat do żartów, Justinie – skarciła go surowo panna Calthrop. – I ani przez chwilę nie pomyślałam, że to sztuczka reklamowa.



17 из 210