
– Z ulgą to słyszę, Celio, kochanie, wobec tego, co przeszła twoja ostatnia heroina – zauważył Justin Bryce.
Dalgliesh zapytał, kiedy ostatni raz widziano Setona. Zanim Celia Calthrop zdążyła się odezwać, przemówiła Sylvia Kedge:
– Pan Seton pojechał do Londynu w poniedziałek rano. Miał zatrzymać się w swoim klubie, to jest w Klubie Cadaver na Tavistock Sąuare. Zawsze w październiku mieszka tam przez dwa tygodnie. Woli Londyn jesienią; wtedy też wyszukuje materiały do swoich książek w klubowej bibliotece. Zabrał ze sobą małą walizkę i przenośną maszynę do pisania. Pojechał pociągiem z Halesworth. Powiedział mi, że zamierza zacząć nową książkę, coś, co miało różnić się od jego zwykłego stylu; odniosłam wrażenie, że jest tym podniecony, chociaż nigdy o tym ze mną nie mówił. Powiedział, że będzie to dla wszystkich zaskoczenie. Ustaliliśmy, że rankami będę pracować u niego w domu i że będzie dzwonił około dziesiątej, jeśli czegoś będzie chciał. Tak zwykle umawialiśmy się, kiedy jechał pracować do klubu. Pisze książkę na maszynie z podwójnym odstępem i przysyła ją do mnie na raty, a ja przepisuję ją na czysto. Potem odsyłam mu maszynopis, on robi redakcję całości, a ja przepisuję ją dla wydawcy. Oczywiście te raty nie zawsze wiążą się ze sobą; gdy jest w Londynie, lubi pisać sceny miejskie i nigdy nie wiem, co kiedy dostanę. No i zadzwonił do mnie we wtorek rano; mówił, że p przyśle mi kawałek powieści w środę wieczór; oprócz tego prosił, żebym dokonała w domu kilku drobnych napraw. Rozmawiał jak zwykle, zachowywał się całkowicie normalnie.
Panna Calthrop nie mogła się już powstrzymać.
– To bardzo nieładnie ze strony Maurice’a, że wykorzystuje cię do takich zajęć, jak cerowanie skarpetek i polerowanie sreber. Jesteś kwalifikowaną stenotypistką i po prostu się marnujesz. Bóg jeden wie, ile moich taśm czeka, abyś je przepisała. No cóż, ale to inna sprawa. Wszyscy znają mój pogląd na ten temat.
