
– Nic. Po prostu chciałem się przyjrzeć. Znam pismo odręczne Setona, lecz nie maszynowe. Ale mówicie, że tego nie napisał.
– Jestem pewna, że nie – odparta panna Kedge. – Aczkolwiek nie wiem dokładnie, dlaczego. Po prostu nie wygląda to na jego pracę. Ale zostało napisane na jego maszynie.
– A styl? – zapytał Dalgliesh.
Zebrani zamilkli.
– Nie można powiedzieć, żeby to było typowe dla Setona – odezwał się wreszcie Bryce. – W końcu facet umiał pisać, kiedy zechciał. A to brzmi dość sztucznie, prawda? Ma się wrażenie, że specjalnie starał się pisać źle.
Do tej pory Elizabeth Marley milczała, siedząc samotnie w kącie jak naburmuszone dziecko, które wbrew swej woli zostało zmuszone do uczestniczenia w nudnych rozmowach dorosłych. Teraz rzuciła niecierpliwie:
– Jeśli to jest fałszerstwo, to tak oczywiste, że chyba mieliśmy je odkryć. Justin ma rację, styl jest podrabiany. I to chyba za duży zbieg okoliczności, że ten, kto to zrobił, trafił na jedyne imię, które musiało wzbudzić podejrzenia. Czemu akurat Rosie? Jakby mnie kto pytał, to jest to sprytna zagrywka Maurice’a Setona, a wyście się na nią nabrali. Przeczytacie o tym, kiedy ukaże się jego nowa książka. Wiecie, jak uwielbia eksperymenty.
– Rzeczywiście, właśnie taki dziecinny pomysł mógłby przyjść Maurice’owi do głowy – powiedział Latham. – Nie jestem pewien, czy mam ochotę być mimowolnym uczestnikiem jego głupawych doświadczeń. Proponuję, żebyśmy dali temu spokój. W swoim czasie się odnajdzie.
– To prawda, że Maurice zawsze był dziwny i tajemniczy -Zgodziła się panna Calthrop. – Zwłaszcza gdy chodziło o jego pracę. I jeszcze jedno. W przeszłości podpowiadałam mu to i owo; czasem nawet korzystał z moich wskazówek. Ale nigdy mi później o tym nie wspominał. Oczywiście, nie oczekiwałam oficjalnych podziękowań; na ogół jestem bardzo zadowolona, mogąc pomóc koledze po piórze, ale przyznacie, że człowiek czuje się speszony, gdy w opublikowanej książce znajduje kilka swoich pomysłów, a od Maurice’a nie słyszy nawet „dziękuję”.
