– Ależ ty masz chorobliwą wyobraźnię, Celio! Kto by pomyślał! Musisz na nią uważać, moja droga, bo inaczej Stowarzyszenie Autorów Romansów wywali cię z hukiem.

– Ale to wszystko nie służy rozwiązaniu naszego problemu – odezwał się Latham bezbarwnym, opanowanym głosem. – Czy mam rozumieć, że wszyscy zgodziliśmy się nie podejmować żadnych działań w związku ze zniknięciem Setona? Eliza pewnie ma rację, że to jakaś bzdura, którą wymyślił Maurice. Jeśli tak, to powinniśmy czym prędzej pozwolić panu Dalglieshowi cieszyć się urlopem.

Właśnie wstawał, jakby nagle zmęczony tematem, gdy od drzwi dobiegło głośne, zdecydowane pukanie. Jane Dalgliesh spojrzała na bratanka, unosząc pytająco brew, po czym cicho wstała i wyszła na ganek. Towarzystwo zamilkło, nasłuchując bezwstydnie; gość po zmroku był czymś rzadkim w tej odciętej od świata społeczności. Po zapadnięciu nocy zwykli widywać tylko siebie nawzajem i instynktownie wiedzieli, czyje kroki zbliżają się do ich drzwi, a to pukanie było pukaniem obcego. Od wejścia dała się słyszeć cicha, urywana rozmowa, po czym panna Dalgliesh pojawiła się w drzwiach. Za nią, w mroku ganku, stało dwóch mężczyzn w prochowcach.

– To inspektor Reckless i sierżant Courtney z Wydziału Śledczego policji hrabstwa – powiedziała. – Szukają Digjby’ego Setona; jego łódka osiadła na brzegu przy cyplu Cod.

– To dziwne – zauważył Justin Bryce. – Jeszcze wczoraj o piątej po południu stała jak zwykle na brzegu u wylotu Tanner’s Lane.

Wszyscy nagle zdali sobie sprawę, że to trochę niezwykłe, aby inspektor i sierżant przychodzili po zapadnięciu nocy zapytać o zaginioną łódkę, ale to Latham sformułował pytanie:

– Co się stało, inspektorze?

– Rzecz wstrząsająca, obawiam się – odparła za niego Jane Dalgliesh. – W łódce znajdowało się ciało Maurice’a Setona.

– Ciało Maurice’a? Maurice’a? Ależ to absurd! – Ostry, dydaktyczny głos panny Calthrop przeciął powietrze w daremnym proteście. – To nie może być Maurice. On nigdy nie wypływa łódką, nie lubi żeglować.



25 из 210