– W środę po południu. Tuż po czwartej. I nie wiozłem w bagażniku ciała Maurice’a Setona. Na szczęście zresztą, bo zaraz za Ipswich zaczęły się kłopoty ze skrzynią biegów i musiałem zostawić samochód w garażu Bainesa, tuż przed Saxmundham. Jeśli więc chcecie szukać w nim krwi i odcisków palców, znajdziecie go w warsztacie. Życzę powodzenia.

– Czemu w ogóle my się mamy martwić? – zapytał Latham. – A co z rodziną? A drogi brat przyrodni Maurice’a? Czy policja nie powinna go odszukać? W końcu to on dziedziczy i on powinien się tłumaczyć.

– Digby był wczoraj w Seton House – powiedziała cicho Eliza Marley. – Sama go zawiozłam.

Od chwili przybycia inspektora przemówiła dopiero drugi raz i Dalgliesh wyczuł, że niechętnie zabrała głos. Ale nawet gdyby pragnęła poklasku i uwagi, nie mogłaby liczyć na bardziej zadowalającą reakcję. Nastąpiła pełna osłupienia cisza, przerwana ostrym, inkwizytorskim głosem Celii Calthrop:

– Co to znaczy: zawiozłaś?

Dalgliesh pomyślał, że należało oczekiwać tego pytania.

– To, co mówię – wzruszyła ramionami dziewczyna. -Wczoraj wieczorem zawiozłam Digby’ego Setona do domu. Zadzwonił do mnie ze stacji w Ipswich zanim się przesiadł i poprosił, abym wyjechała po niego do Saxmundham na pociąg o wpół do dziewiątej. Wiedział, że Maurice’a nie ma w domu i pewnie chciał zaoszczędzić na taksówce. Tak czy inaczej, pojechałam. Wzięłam mini morrisa.

– I nic mi nie powiedziałaś, kiedy wróciłam do domu -powiedziała oskarżycielsko panna Calthrop. Reszta towarzystwa poruszyła się niespokojnie; wyglądało na to, że szykuje się rodzinna kłótnia.

Ciemna postać pod ścianą wcale się nie przejęła.

– Nie sądziłam, że to cię zainteresuje. A poza tym, wróciłaś dość późno, prawda?

– A dzisiaj? Dzisiaj też nic nie mówiłaś.

– A po co? Jeśli Dłgby chce gdzieś pojechać, to nie moja sprawa. A poza tym nie wiedziałyśmy wtedy, że Maurice Seton nie żyje.



34 из 210