– Super – powiedział Michael i zniknął za drzwiami łazienki. Teraz, prawdopodobnie, oparł się o umywalkę, starając się powstrzymać napad mdłości, które pojawiły się wraz ze stra¬chem. To ona go tego nauczyła, chociaż ostatnio Michael nie chciał, żeby była świadkiem tej czynności. To naturalne. Nie było powodu, dla którego miałaby czuć się zraniona. Michael miał dziesięć lat i powoli dorastał. Cieszyła się, że i tak mieli ze sobą dobry kontakt.

– Mamo. – Michael wystawił głowę zza drzwi. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. – Skłamałem. Tak naprawdę, nie czuję się z tym dziwnie. Po prostu pomyślałem, że powinienem tak się czuć.

Znowu zniknął.

Sophie poczuła, jak ogarnia ją matczyna miłość. Poszła do kuchni.

– Fajny chłopak – powiedział Jock. – Ma jaja. Sophie skinęła głową.

– To prawda. Miał w nocy jeszcze inne ataki?

– Według twojej aparatury, nie. Tętno równomierne. Dopiero nad ranem nagle skoczyło. – Jack spojrzał jej w twarz. – Powiedz Michaelowi, że zrobiłem mu tost i nalałem soku pomarańczowego. Idę zadzwonić. Muszę się zameldować Mac¬Duffowi.

Uśmiechnęła się.

– Kiedy pierwszy raz tak powiedziałeś, myślałam, że Mac¬Duff jest nie szkockim właścicielem ziemskim, a twoim kurato¬rem sądowym.

– W pewnym sensie nim jest – przyznał, mrugając powieka¬mi. – Gdybym się od czasu do czasu nie meldował, gotów by mnie ścigać, żeby tylko upewnić się, że robię to, co powinie¬nem. Zawarliśmy umowę.

– To, że wychowałeś się w wiosce najego ziemi, nie znaczy, że musisz robić, co ci każe.

– On tak nie uważa. Zawsze czuł się odpowiedzialny za ludzi w naszej wiosce. Zawsze był też zaborczy. Uważa nas za swoją rodzinę. Czasami i ja sam wciąż tak myślę – dodał z uśmiechem. – Jest moim przyjacielem, a trudno powiedzieć przyjacielowi, żeby się od ciebie odczepił… Masz na policzku zadrapanie.

Sophie z trudem powstrzymała się, żeby nie dotknąć twarzy.

Doprowadziła się do porządku na stacji benzynowej, ale nie mogła nijak zakryć tej małej rany. Powinna była wiedzieć, że Jock zauważy. On zauważał wszystko.



10 из 253