Gałęzie uderzały ją mocno po twarzy. Głosy ucichły.

Nie, nie ucichły, po prostu były daleko. Może poszli w drugą stronę?

Nareszcie dotarła do samochodu.

Usiadła za kierownicą, strzelbę rzuciła na tylne siedzenie i ruszyła.

Mocno przycisnęła pedał gazu.

Uciekać. Jeszcze wszystko może być dobrze. Może nie zdą¬żyli jej się przyjrzeć.

Przecież nie byli nawet na tyle blisko, żeby wlepić jej kulkę…


Kiedy godzinę później Sophie weszła do domu, Michael krzyczał.

Cholera. Cholera. Cholera.

Rzuciła torbę i pognała korytarzem.

– W porządku – powiedział Jock Gavin, kiedy Sophie wbie¬gła do pokoju. – Obudziłem go od razu, gdy tylko włączył się sensor. To nie trwało długo.

– Wystarczająco.

Michael siedział na łóżku, jego chuda klatka piersiowa falo¬wała. Sophie podbiegła do chłopca i przytuliła go.

– Już w porządku, maleńki. Już po wszystkim – szeptała, delikatnie go kołysząc. – Już po wszystkim.

Michael przytulił się do matki mocniej, po czym, po chwili odepchnął ją od siebie.

– Wiem, że już po wszystkim – powiedział szorstko. Ode¬tchnął głęboko i dodał: – Przestań traktować mnie jak dziecko. Dziwnie się z tym czuję.

– Przepraszam. – Za każdym razem przysięgała sobie, że nie będzie reagowała tak emocjonalnie, ale nie zawsze jej się to udawało. Przełknęła ślinę. – Postaram się tego nie robić. – Uśmiechnęła się niepewnie. – Wyobraź sobie, że niektórzy uważają, że wciąż jesteś dzieckiem.

– Zrobię ci śniadanie, Michael – powiedział Jock, idąc w stronę drzwi. – Rusz się. Jest w pół do ósmej.

– Już. – Michael wstał z łóżka. – Muszę szykować się do szkoły. Nie chcę spóźnić się na autobus.

– Nie ma pośpiechu. Jeśli się spóźnisz, zawiozę cię.

– Nie. Jesteś zmęczona. Powinienem zdążyć. Jak tam to małe dziecko?

– Jeden atak. Myślę, że to wina jednego z leków, które bierze. Spróbuję go czymś zastąpić.



9 из 253