
— Wszyscy mamy włosy i zęby — odparł chłopiec.
— Więc jesteście wilkołakami?
— Nie.
— W porządku, w porządku. — Zapadła cisza, którą wypełniał tylko szum deszczu. — No dobrze, jeszcze wampiry — odezwał się po chwili głos. — Jest mokra noc, chyba nie chciałoby im się latać w taką noc jak dzisiaj. Czy są tam jakieś wampiry?
— Nie! — wykrzyknął chłopiec. — Jesteśmy całkiem niegroźni!
— O rany! — mruknął Maurycy, wpełzając pod siedzenie.
— Co za ulga — powiedział głos. — W dzisiejszych czasach ostrożności nigdy dosyć. Tyle przedziwnych ludzi dookoła. — W oknie pojawiła się kusza. — Pieniądze i życie. To jest transakcja typu dwa w jednym, zrozumiano?
— Pieniądze są w skrzyni na górze — odpowiedział Maurycy z poziomu podłogi.
Rozbójnik omiótł wzrokiem wnętrze powozu.
— Kto to powiedział?
— No, ja — odparł chłopiec.
— Nie widziałem, byś poruszał ustami, dzieciaku.
— Pieniądze są na dachu. W skrzyni. Ale gdybym był na twoim miejscu, nie…
— Hm, tak właśnie podejrzewam, że ty nie — przerwał mu rozbójnik. Jego zamaskowana twarz znikła.
Chłopiec sięgnął po leżącą obok niego na siedzeniu fujarkę.
— Zagraj „Napad z bronią w ręce”, chłopcze — powiedział cicho Maurycy.
— Nie moglibyśmy po prostu oddać mu pieniędzy? — zapytała Śliczna. Ale bardzo cicho.
— To nam ludzie mają oddawać pieniądze — stanowczo stwierdził Maurycy.
Usłyszeli, jak skrzynia ciągnięta przez zbója trze o dach.
Chłopiec posłusznie wziął flet i zagrał parę nut. Teraz rozległy się różne dźwięki, najpierw skrzyp, potem głuchy łomot, odgłosy jakby bójki i krótki krzyk.
Kiedy zapanowała cisza, Maurycy wspiął się na siedzenie i wystawił głowę przez okno na ciemną, deszczową noc.
