
— Mądry człowiek — powiedział. — Całkiem rozsądny. Im bardziej się bronisz, tym bardziej gryzą. Skóra nawet nietknięta? Dobrze. Podejdź bliżej, chciałbym ci się przyjrzeć. Ale ostrożnie. Nie chcemy, żeby ktoś tu wpadł w panikę, prawda?
Zbójca pojawił się znowu w świetle powozowych lamp. Szedł wolno i ostrożnie, szeroko stawiając nogi. I cicho pojękiwał.
— A, tu cię mamy — pogodnie stwierdził Maurycy. — Od razu weszły w nogawki, prawda? Typowe dla szczurów. Kiwnij tylko głową, nie chcemy przecież, żeby zaczęły gryźć, prawda? Nie wiadomo, jak by się to mogło skończyć.
Zbójca bardzo wolno skinął głową. Nagle jego oczy zwęziły się w szparki.
— Jesteś kotem? — wybełkotał. W tej samej chwili zamknął oczy i jęknął.
— Czy namawiałem cię, żebyś coś powiedział? — zapytał wesoło Maurycy. — Nie sądzę, żebym coś takiego zrobił, prawda? Woźnica uciekł, czy go zabiłeś? — Twarz rozbójnika nie wyrażała nic. — Aha, szybko się uczysz, to mi się u zbójców podoba — stwierdził Maurycy. — Możesz odpowiedzieć na to pytanie.
— Uciekł — padła szybka odpowiedź.
Maurycy odwrócił się do wnętrza powozu.
— Jak myślicie? — zapytał. — Powóz, cztery konie, prawdopodobnie jakieś wartościowe rzeczy w przesyłkach… może to być warte z tysiąc dolarów, jak nie więcej. Dzieciak dałby sobie radę z powożeniem. Warto spróbować?
— To jest kradzież, Maurycy — powiedziała Śliczna. Siedziała koło chłopca. Była szczurem.
— Niezupełnie kradzież — odparł Maurycy. — Raczej… znalezienie. No właśnie, możemy to oddać w zamian za nagrodę. To brzmi znacznie lepiej. I legalniej. Jak myślicie?
— Ludzie będą zadawać zbyt wiele pytań — stwierdziła Śliczna.
— Ale jeśli nie my, to ktoś inny na pewno wszystko ukradnie — jęknął Maurycy. — Jakiś złodziej. Będzie znacznie lepiej, jeśli to my weźmiemy. My nie jesteśmy złodziejami.
— Zostawimy, Maurycy — oświadczyła Śliczna.
