
W pięć minut później obudził się historyk.
– Mogę dać ci wody, ale uwierz mojemu doświadczeniu, klin najlepiej klinem wybijać.
Egzorcysta nalał mu szklankę bimbru.
– Rany, gdzie jest klucz kodowy? – Historyk pomacał się po kieszeni. – Pomóż mi szukać, bez tego nie wrócę do domu…
– Spoko. Siedzi pewnie w drzwiach tej twojej budki. Chyba wczoraj zapomniałeś wyjąć…
– Ach tak…
Podszedł do maszyny czasu i wyciągnął blaszkę za wystający koniec. Potem podejrzliwie popatrzył na swoje palce i pociągnął nosem, a jego twarz przybrała wyraz udręki. Jakub udał, że niczego nie zauważył.
– Zdaje się, że masz jakieś pytania – uśmiechnął się. – Jeśli jesteś gotów, to weź długopis i notuj…
Epilog
Sierpień 1918 r.
Doktor Watson trzęsącą się dłonią wyrył na murze celi trzydziestą kreskę rocznicową… Wrócił do stolika i długo wodził piórem po pożółkłych nieco kartkach.
– Wiesz, nie rozumiem cię – odezwał się ze swojej pryczy Tom, stary przemytnik, zapudłowany, jak i Watson, na dożywocie za skasowanie kilku celników. – Facet cię wpakował do pierdla na całe życie, a ty opisujesz jego dokonania…
– Wpakował – przyznał niechętnie doktor. – Ale to mimo wszystko był geniusz. Nie chcę, aby ludzkość o nim zapomniała.
– Moim zdaniem, to ten cały twój Holmes był Rozpruwaczem – mruknął szmugler. – To dziwne, że zabójca przestał mordować akurat tego dnia, kiedy cię zapuszkowali.
– Sam chciałbym wiedzieć, dlaczego przestał – westchnął Watson.
Drzwi celi otworzyły się z hukiem. Stanął w nich strażnik. W ręce trzymał paczkę.
– Te, Rozpruwacz, jest dla ciebie przesyłka.
Rzucił mu pakunek i wyszedł. Doktor rozerwał szary papier i wysypał na stolik pięć egzemplarzy autorskich. Tom uniósł jeden do oczu.
– „Przygody Szerloka Holmesa” – przeczytał tytuł.
