– Dlaczego podpisane Artur Konan Dojl? To przecież twoja książka…

– Musiałem użyć pseudonimu – westchnął Watson.

– Wydawca nie chciał się zgodzić…

– Ja tam na handlu literaturą się nie znam, ale moim zdaniem ludziska chętniej kupowaliby książki podpisane Kuba Rozpruwacz…

Wycieczka

Właściwie Jakub Wędrowycz nie lubił podróżować. A po pamiętnych przygodach w Moskwie nabrał ostatecznego wstrętu do wyjazdów zagranicznych. Tak przynajmniej mówił. Prawda była trochę inna. Mimo odłożonych znacznych kapitałów bał się jeździć za granicę, gdyż nie znał obcych języków. Mówił wprawdzie biegle po rosyjsku, ukraińsku i trochę w jidysz, ale już na przykład niemiecki stanowił dla niego istną tabula rasa, a angielski była to całkowita terra incognito.

Oczywiście podczas wojny musiał się z okupantami dogadywać, ale wówczas były trochę inne czasy. Większość napotkanych Niemców na widok jego wyszczerzonych zębów, obłędu w oczach i zachlapanego krwią aż po rękojeść majchra w łapie, ściśle wykonywała polecenia wydawane po polsku. Gdy tylko nastąpił krach poprzedniego ustroju, osiemdziesięcioletni wówczas Jakub natychmiast sprawił sobie paszport.

Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn dokument takowy został mu wydany. Widocznie urzędnicy, zawaleni stertami podań przegapili fakt iż wioskowy egzorcysta był wielokrotnie notowany za kłusownictwo, a także profanację grobów. Z dokumentem w kieszeni i motyką w ręce przekopał kawałek swojego sadu, a wydobywszy z ziemi pewną ilość słoików po powidłach wypełnionych różnymi banknotami ruszył do Warszawy. Ze stolicy wrócił całkiem zadowolony. Dopiero w przeddzień kolejnego wyjazdu, pewnego grudniowego poranka gruchnęła po wsi wieść:

– Jakub Wędrowycz jedzie do Egiptu!

Jakub nie zawiódł kumpli i pojawił się w gospodzie. Oczekiwano go niecierpliwie. Gdy wreszcie przyszedł zaciągnięto go do stolika. Od razu pojawiły się butelki z piwem.



19 из 238