
– Nu, opowiadaj – powiedział Tomasz, nalewając do kufla.
– Co mam opowiadać, jak jeszcze nie pojechałem?
– Nie zamydlaj oczu. Gadaj.
Jakub poskrobał się z frasunkiem po głowie.
– Egipt leży w Afryce. Są tam piramidy i mumie.
Paru co bardziej nerwowych gości bluznęło wiązankami, bo o tym to już słyszeli w telewizji. Kumple Jakuba zaczęli ich lać po mordach. Wywiązała się ogólna bijatyka. Gdy wreszcie emocje opadły i można było słuchać dalej, okazało się że Jakub przywłaszczył sobie cztery butelki i zniknął w zamieszaniu. Wiąchy poleciały znowu, ale tym razem obyło się bez rękoczynów.
Jakub Wędrowycz zazwyczaj miał pecha, jeśli chodzi o kontakty ze służbami mundurowymi. Milicja przymykała lub prześladowała na inne sposoby. Wojska Ochrony Pogranicza strzelały do niego, gdy w młodości zajmował się szmuglem. Leśnicy także obrzydzali życie. Ba, nawet kolejni proboszczowie z Wojsławic lubili ciskać na niego klątwy. Teraz także trafili się dwaj złośliwi celnicy.
Z bliżej nie wyjaśnionego powodu najpierw długo wodzili spojrzeniami po jego ubiorze. Jakub był tym nieco poirytowany, tym bardziej że nie rozumiał ich zainteresowania. Ubrany był tak jak zwykle. Miał na sobie waciak z doszytymi dodatkowymi kieszeniami, portki z płótna workowego z kawałem sznura zastępującym pasek, podgumowane walonki, a na głowie karakułową papachę.
– Proszę otworzyć walizkę – zażądał ten z wąsami.
Jakub nie lubił rewizji, gdyż w przeszłości konfiskowano mu całą masę rzeczy takich jak nielegalnie przechowywana broń, kostki trotylu, którymi palił w piecu, czy siedemnastowieczne ikony. Tym razem jednak posłuchał. Celnicy wywalili gały. W walizce było niewiele rzeczy, ale zebrany asortyment zaskoczył ich całkowicie. Bochenek chleba zawinięty w szmatę, pół litra dziwnej mętnej cieczy o zapachu zbliżonym do wódki, wyostrzony jak brzytew bagnet, para dość wonnych kapci, zwitek cienkiego drutu, świeczka, rozsypująca się ze starości książka oraz drewniany kołek. Na dnie walizki przyklejono butaprenem mapę Egiptu wyciętą ze szkolnego atlasu historycznego.
