
– To wszystko? – zdziwił się celnik bez wąsów.
– Aha – powiedział Jakub. – A co za mało?
Celnik wzruszył ramionami. Jakub zamknął walizkę i ruszył naprzód. Właśnie przechodził pomiędzy zupełnie niewinnie wyglądającymi słupkami, gdy włączył się alarm. Egzorcysta padł płasko na podłogę. Wybuchło nieliche zamieszanie. Szczęśliwie w chwili gdy nikt na niego nie patrzył, zdołał wyciągnąć z kieszeni odrapany rewolwer i wepchnąć go pod ladę, na której sprawdzano walizki. Nie minęło specjalnie dużo czasu i znalazł się w ciasnym pomieszczeniu w towarzystwie obu celników.
Wachmani przeszukali go gruntownie. Ze szwu nogawki spodni wyciągnęli metrowy kawałek linki hamulcowej
– A to do czego? – zaciekawił się jeden z mężczyzn podnosząc z wyraźnym obrzydzeniem linkę. Była nasmarowana woskiem żeby nie zardzewiała.
– Na pieski – wyjaśnił egzorcysta dobrodusznie.
– Jakie pieski? Co to ma, do cholery…
– Jestem ubogim emerytem. Łapię bezdomne psy, duszę linką i zjadam.
Drugi celnik rzucił się w stronę ubikacji, ale nie zdążył.
– Ładnie to tak? Konfiskujemy. Właściwie to takich jak pan nie należy wypuszczać za granicę, bo wstydu narobią.
W tej chwili, do pokoju, wpadł inny facet w mundurze.
– Złapaliśmy jednego z fałszywą walutą! – zaraportował.
– Fajt – powiedział pierwszy celnik wskazując Jakubowi drzwi. – Tym razem się panu upiekło.
Przechodząc koło niego egzorcysta ze zręcznością kieszonkowca zwędził swoją linkę hamulcową i brzeszczot. Omijając podejrzane słupki, wpuścił ją sobie z powrotem w szew spodni.
Palanty – pomyślał pod adresem kontroli.
Pochylił się i udając, że zawiązuje but, co wobec faktu iż miał na nogach walonki, było niezbyt zręcznym wybiegiem, popatrzył za swoim rewolwerem. Poskrobał się po głowie i doszedł do wniosku, że leży za daleko, żeby można było się po niego wrócić bez zwrócenia uwagi. Tłum stopniowo wypchnął go do poczekalni. Westchnął i poddał się. Nawet nie było mu specjalnie żal. Ostatecznie w domu miał jeszcze kilka pistoletów, a niewykluczone że tam w Egipcie też mieli takie wredne, piszczące słupki.
