— Pieprzyć bękarta! Jeśli nas chce, niech nas sobie weźmie i zapłaci za to rachunek!

Po tym Marek nie czuł potrzeby udzielenia jakiejkolwiek wyraźnej odpowiedzi. Celt zrozumiał.

— Zatem zostanie wypisany na waszych głowach — ostrzegł.

Odwrócił się do swoich ludzi, wykrzykując rozkazy. Żołnierze, którzy postanowili usiąść na chwilę, dźwignęli się z ziemi, mocniej zaciskając ręce na dzidach, mieczach czy maczugach. Ruszyli naprzód i obłędny łoskot, jakby z kuźni szaleńców, rozległ się znowu.

Pierścień Rzymian wygiął się, lecz nie został przerwany. Nieruchome ciała zabitych i zmięte postacie rannych wstrzymywały natarcie Galów; niejeden potknął się śmiertelnie, próbując wspiąć się na nie. Parli jednak dalej.

— Poddajcie się, głupcy, kiedy większość z was jeszcze żyje! — ryknął wódz Celtów do swych przeciwników.

— Kiedy powiedzieliśmy „nie” pierwszy raz, nie uwierzyłeś nam? — odkrzyknął Marek.

Gal uniósł miecz w wyzwaniu. — Może kiedy zostaniesz zabity, następny Rzymianin na twoim miejscu będzie miał więcej rozumu!

— Twoje niedoczekanie, psiakrew! — warknął Gajusz Filipus, lecz wielki Celt już ruszył. Ściął jednego Rzymianina, a dwóch innych kopniakami odrzucił na bok. Uchylił się przed ciosem złamanej włóczni zadanym tak, jakby to była maczuga i uderzeniem miecza z kolana posłał atakującego go żołnierza na ziemię. Kiedy znalazł się w szeregach Rzymian, rzucił się na Marka z gotowym do zadania ciosu mieczem.

Wielu legionistów, z Gajuszem Filipusem na czele, poderwało się, by zagrodzić mu drogę, lecz Marek powstrzymał ich machnięciem ręki. Walka zamarła, gdy za obopólną, milczącą zgodą, obie armie złożyły broń, by obserwować pojedynek swych dowódców.

Uśmiech rozjaśnił twarz Celta, kiedy zobaczył, że Marek zgadza się na pojedynek. Uniósł miecz w pozdrowieniu i powiedział:

— Jesteś odważnym człowiekiem, drogi Rzymianinie. Chciałbym poznać twoje imię, na wypadek, gdybym miał cię zabić.



13 из 399