Gajusz Filipus, który nadzorował zakładanie obozu, podszedł do Skaurusa.

— Miałeś dobry pomysł — powiedział. — To nie pozwoli im myśleć o głupstwach.

I tak też było, lecz jedynie po części. Marek i Gorgidas byli wykształconymi ludźmi, Gajusza Filipusa twarde życie zahartowało tak, że potrafił poradzić sobie niemal ze wszystkim. Jednak legioniści w większości byli młodymi ludźmi z gospodarstw lub maleńkich wiosek, nie posiadającymi ani wykształcenia, ani doświadczenia, na których mogliby się oprzeć. Cud, który przeniósł ich w to miejsce, zbyt daleko odbiegał od codziennej harówki, by mogli potraktować go z obojętnością.

Rzymianie szemrali sypiąc szańce, pomrukiwali nosząc ekwipunek, szeptali do siebie wbijając kołki od namiotów. Składali dwa palce w znak przeciwko złemu oku, ściskając falliczne amulety, które nosili na szyjach, by ustrzec się przed nim.

I coraz częściej i częściej spoglądali w stronę Viridoviksa. Wraz z łagodzącym skutkiem codziennych zajęć, z wolna rozpraszała się otaczająca go atmosfera nietykalności. W pomrukach narastała wrogość. Ręce zaczęły kierować się ku mieczom i oszczepom. Na twarzy Viridoviksa pojawił się wyraz posępnej zaciętości. Wyciągnął swoją długą klingę z pochwy, ale nawet przy swej sile nie wytrzymałby długo naporu Rzymian.

Lecz legioniści, jak się wydawało, chcieli czegoś bardziej oficjalnego i wzbudzającego grozę niż samosąd. Wybrana przez nich delegacja zbliżyła się do Skaurusa; na jej czele stał kawalerzysta imieniem Luciliusz. I właśnie on przemówił w ich imieniu:

— Panie, co powiesz na to, żebyśmy podcięli gardło Galowi, by odwrócić od nas gniew tego boga, który nam to uczynił? — Stojący za nim mężczyźni skinęli głowami.

Trybun spojrzał na Viridoviksa, który odwzajemnił mu wolne od lęku spojrzenie. Gdyby płaszczył się ze strachu, Marek pewnie pozwoliłby swoim ludziom zrobić to, co chcieli, lecz Celt był człowiekiem, który zasługiwał na coś lepszego niż poświęcenie dla jakiegoś przesądu.



18 из 399