
Skaurus powiedział to żołnierzom, dodając:
— Mógł czekać, dopóki jego ludzie nie wyrżną nas, zamiast tego jednak postanowił walczyć ze mną sam na sam. I bogowie uczynili mu to samo, co nam wszystkim. Może mieli swoje powody.
Część legionistów skinęła głowami, lecz większość dalej okazywała niezadowolenie. Luciliusz powiedział:
— Panie, może pozostawili go z nami właśnie po to, byśmy mogli złożyć go im w ofierze, i będą źli, jeśli tego nie uczynimy.
Lecz im więcej o tym myślał, tym bardziej pomysł, by świadomie złożyć człowieka w ofierze, stawał się Markowi nienawistny. Jako stoik nie wierzył, by cokolwiek to dało, a jako Rzymianin uważał składanie ofiar z ludzi za przeżytek. Od czasu rozpaczliwych chwil sprzed stu pięćdziesięciu lat — po tym, jak Hannibal rozbił Rzymian pod Kartaginą — nie wracano do tego zwyczaju. W jeszcze dawniejszych czasach, podczas klęsk głodu, składano ofiary ze starych ludzi, lecz już od stuleci zamiast tego wrzucano do Tybru kukły z sitowia.
— Właśnie! — powiedział głośno. Zarówno Viridoviks jak i jego ludzie spojrzeli na niego; pierwszy ostrożnie, pozostali z wyczekiwaniem. Pamiętając swój strach wywołany tym, co Galowie zrobiliby jego ludziom, gdyby się poddali, ciągnął: — Nie pozwolę, byśmy stali się podobni do okrutnych barbarzyńców, z którymi walczyliśmy.
Nikogo to nie zadowoliło. Viridoviks prychnął gniewnie; Luciliusz zaprotestował: — Bogowie powinni dostać ofiarę.
— Dostaną — obiecał trybun. — Zamiast Viridoviksa złożymy w ofierze jego wizerunek, tak jak to robią kapłani, by wyróżnić uroczystości, podczas których zwykle składano ofiary z ludzi. Jeśli bogowie przyjmują tamte ofiary, tę również przyjmą; a w tej dziczy, gdziekolwiek to jest, lepiej mieć siłę Gala po swojej stronie, niż przeciwko sobie.
