Barbarzyńcy byli już tak blisko, że mógł dostrzec groźne miny wykrzywiające ich wąsate twarze, mógł stwierdzić, że miecz, który dzierżył ich dowódca, jest kopią jego własnego, i niemal policzyć szprychy koła z brązu, wieńczącego pokryty zdobieniami hełm Celta. Tupot stóp Galów na darni urósł do grzmotu.

— Na mój rozkaz! — krzyknął Marek do pierwszego szeregu, unosząc miecz wysoko nad głowę. Zważyli w dłoniach swoje pilis i czekali, spokojni i posępnie fachowi. I już, z dzikimi okrzykami, Celtowie zaczęli ciskać swoje dzidy, z których większość nie doleciała do linii Rzymian.

Trybun mierzył wzrokiem nadciągającą masę. Jeszcze chwila… — W nich! — zawołał, opuszczając rękę, w której dzierżył miecz. Pół tysiąca ramion, jak jedna ręka, cisnęło swoje śmiercionośne brzemię w Galów.

Szeregi nieprzyjaciół zachwiały się. Ludzie wrzeszczeli, gdy oszczepy przeszywały ich ciała. Inni, ci co mieli więcej szczęścia, odbili pociski Rzymian tarczami. Jednak ich szczęście nie było pełne, gdyż trzonki pilonan z miękkiego żelaza zgięły się, gdy ostrza uderzyły w tarcze, uniemożliwiając odrzucenie broni z powrotem na Rzymian i tak uszkadzając tarcze, że je również musieli porzucić.

— W nich! — krzyknął znowu Skaurus. Kolejna salwa wystrzeliła w stronę nieprzyjaciół. Lecz Galowie, tak odważni jak niezdyscyplinowani, dalej parli naprzód. Ich dzidy również cięły powietrze, nawet jeśli nie równymi salwami, to gęsto. Stojący obok Marka mężczyzna upadł do tyłu, tryskając krwią z gardła przeszytego oszczepem, który znalazł drogę nad jego tarczą. Legioniści wyciągnęli z pochew krótkie miecze i runęli naprzód, związując się z przeciwnikiem walką wręcz.

Galowie wznieśli tryumfalne okrzyki, gdy prowadzeni przez dwóch olbrzymich, jasnogrzywych wojowników przerąbali się przez pierwszy szereg Rzymian. Właśnie w chwili, gdy rogi trębaczy zatrąbiły ostrzegawczo, manipuł drugiego szeregu przesunął się, zamykając lukę. Ich krótkie miecze śmigały spadając i wznosząc się, szybkie i pewne jak atakujące węże; ich wysokie, wypukłe scuta odbijały ciosy przeciwników. W ciągu paru chwil celtyccy szermierze, każdy osaczony przez pół tuzina legionistów, byli już martwi. Większość ich towarzyszy, otoczona z trzech stron, padła wraz z nimi. Teraz z kolei Rzymianie wznieśli zwycięskie okrzyki.



8 из 399