
– Chcesz wrócić po ten szal, na który nie mogłaś się zdecydować? – zapytała przyjaciółkę.
– Chyba tak zrobię. Wiesz, jak to jest. Jak czegoś szukasz, nigdy nie znajdziesz. A jak na coś trafisz przypadkowo, kupuj bez zastanowienia.
Pod koniec dnia Erin wróciła do domu, ale zamiast oglądać zakupy, rozmyślała o pewnym wysokim, ciemnowłosym i szarookim mężczyźnie, którego niestety już nigdy więcej nie spotka.
Wydawało się, że Erin nie potrafi wybić sobie z głowy Josha Salsbury’ego. Myślała o nim często, co utrudniało jej skupienie się na pracy przez resztę tygodnia.
W piątek wieczorem wyjechała na weekend do ojca i miała wyrzuty sumienia, bo tak naprawdę wolałaby zostać w Londynie. Ciągłe myślała o znalezieniu stałej pracy w stolicy. Jednak dopiero w niedzielne popołudnie odważyła się wspomnieć o tym ojcu, przypominając mu jednocześnie, że przewidywał taki rozwój wypadków.
– Czy miałbyś coś przeciwko temu, gdybym została w Londynie po skończeniu pracy dla Charlotty? – zapytała pod wpływem impulsu, gdy jej wizyta zbliżała się do końca.
Leslie Tunnicliffe spojrzał na nią ostro.
– Widać trawa w Londynie jest zieleńsza – odparł i choć czuła się strasznie, nie zdobyła się na żadne słowa sprzeciwu. – Chyba jestem trochę niesprawiedliwy – przyznał chwilę później. – Widać spodobało ci się życie w Londynie, skoro nie masz ochoty stamtąd wyjeżdżać. Lepiej zdradź mi swoje plany.
Podczas powrotu do Londynu Erin wciąż nie mogła uwierzyć, że tak łatwo poszło jej z ojcem. Właściwie udzielił jej błogosławieństwa na rozpoczęcie samodzielnego życia. Uspokoiła go, że prawdopodobnie bez trudu znajdzie nową pracę i jakieś mieszkanie, a w każdy weekend będzie przyjeżdżać do domu.
Charlotta okazała się nad wyraz pomocna, gdy w poniedziałek Erin opowiedziała jej o nowych planach.
