
Joshua Salsbury wyciągnął rękę do Erin, a potem zajął wolne krzesło przy stoliku. Natychmiast, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zjawiła się kelnerka, by przyjąć zamówienie.
– Przyjechałaś do Londynu na zakupy, Erin, czy tu mieszkasz? – zapytał, gdy kelnerka odeszła.
– Erin odpowiedziała na moje SOS, gdy góra papierów urosła do rozmiarów Everestu – odpowiedziała za nią Charlotta.
– Ale zamiast pracować, postanowiłaś pobuszować po sklepach – skomentował przyjaźnie.
– Świetnie się bawimy – uśmiechnęła się Erin. Ale gdy zobaczyła, jak jego wzrok zatrzymał się przelotnie na jej ustach, poczuła się nagle nieswojo. Ucieszyła się, kiedy kelnerka wróciła z kawą. Potem Charlotta zauważyła, że minęły wieki, odkąd ostatnio ona i Robin widzieli Josha.
Czyżby nie było żadnej pani Salsbury? Dziwne… Joshua Salsbury odpowiedział, że nie było go jakiś czas w kraju.
– Od dawna jesteś w mieście, Erin? – zapytał.
– Miesiąc – odparła uprzejmie.
– A ma przed sobą następne dwa – dodała Charlotta.
– Usiłuję ją przekonać, aby została, kiedy upora się z moją papierkową robotą.
– Masz tu mieszkanie? – zwrócił się do Erin, która się zawahała. Nie wiedziała, czy wypada zdradzać, że Char-xxxlotta mieszka u narzeczonego.
– Erin opiekuje się moim mieszkaniem, dopóki nie zdecyduję, co z nim zrobić – wyznała otwarcie Charlotta.
Chwilę jeszcze rozmawiali, Joshua wspomniał, że będzie w kontakcie z Robinem, wreszcie spojrzał na zegarek, dopił kawę, uregulował rachunek i życząc paniom dalszych owocnych zakupów, wyszedł.
Erin chętnie dowiedziałaby się czegoś na jego temat, ale nie chciała zdradzać przed przyjaciółką, że Joshua bardzo ją zaintrygował. Jej zdaniem miał wszystko, absolutnie wszystko. Jasne, był człowiekiem sukcesu. Bez wątpienia bardzo subtelnym. Przy nim faceci, z którymi się dotychczas spotykała, wydawali się nieokrzesanymi młokosami.
