Gdyby chodziło tylko o Leonorę Christinę, być może Cecylia nie byłaby aż tak niechętna wysłaniu Tancreda do Niderlandów. Miał on jednak zostać dworzaninem Corfitza Ulfeldta, a tego człowieka Cecylia znieść nie mogła. To prawda, że zwracał na siebie uwagę, był ulubieńcem ludu, przynajmniej na razie, ale w arogancji i zapatrzeniu w siebie przekroczył wszelkie granice. Nie we wszystkich sprawach, którymi się zajmował, można było na nim polegać. Nie miał szacunku dla prawa. Naginał je w zależności od własnych potrzeb. Obecność Tancreda u boku Corfitza mogłaby spowodować konflikt z domem królewskim. Wiedziała, że Alexander nigdy do tego nie dopuści.

Gdyby Alexander był w domu! Niestety, wyjechał gdzieś do włości.

Myśli te przemknęły przez jej głowę z szybkością błyskawicy i już odpowiadała, choć może cokolwiek niejednoznacznie.

– Och, wasza wysokość – Leonora Christina lubiła, gdy zwracano się do niej właśnie w ten sposób – to okropne! Naturalnie bardzo chcieliśmy podziękować za zaszczyt, jaki spotkał naszego syna. Propozycja towarzyszenia waszemu mężowi to wielki honor, ale niestety Tancred jest zajęty. Czeka go wyjazd na Jutlandię do mojej szwagierki. Gorąco prosiła go o przybycie i syn nasz pozostanie tam przez kilka miesięcy. Mieszka sama i właśnie złamała nogę, leży więc bezradna i nie jest w stanie dopilnować swej posiadłości. Nie ma innych krewnych, których mogłaby o to prosić. Nie możemy teraz cofnąć obietnicy.

Leonora Christina z kwaśną miną wyraziła żal, iż Tancred nie może uczestniczyć w wyprawie do Niderlandów.

Teraz pozostało Cecylii tylko modlić się w duchu, by królewska córka wychodząc nie natknęła się na Alexandra i chłopca.

Kiedy ojciec i syn wrócili do domu, Tancred był bardzo zawiedziony decyzją matki.



4 из 174