
– Ależ, mamo! Udaremniłaś mi wyjazd do Niderlandów! Zobaczyłbym kawałek świata i wypełniłbym także zaszczytne zadanie!
Cecylia przyglądała się swemu młodemu, bardzo przystojnemu synowi. Miał dwadzieścia jeden lat. Ciemne, lśniące włosy uwydatniały jego szlachetną twarz. Przyciągał uwagę dam na dworze i dlatego Cecylia pragnęła wyprawić go na jakiś czas z domu. Nie chciała, by jej syn bałamucony był przez dworskie piękności. Na razie jednak wydawało się, że jest zupełnie nieświadomy swej siły przyciągania. Ideałem Tancreda nadal pozostawał ojciec, marzył o karierze oficera.
– I jeszcze do ciotki Ursuli – narzekał Tancred. – Ona jest taka surowa i apodyktyczna. Dyryguje mną nieustannie i traktuje jak dwunastolatka.
– Twoja matka postąpiła rozważnie – orzekł krótko Alexander. – Mieszanie się w rozgrywki między królem a ochmistrzem byłoby dla ciebie niebezpieczne. Ulfeldt jedzie przecież bez błogosławieństwa rady. A ty nie musisz wcale być na Jutlandii tak długo. Powiedzmy, dwa miesiące.
– Dwa miesiące? Tak ma upłynąć najlepsza część mojego życia?
– No cóż – uśmiechnął się Aleksander. – Może później zdążysz jeszcze coś przeżyć.
Tancred miał na końcu języka odpowiedź, że będzie już za stary, nie wiedział jednak, jak daleko może się posunąć, by nie rozgniewać ojca, więc w milczeniu, choć z goryczą w sercu, poddał się wyrokowi rodziców.
– Czy ciotka Ursula naprawdę złamała nogę?
– Nic mi o tym nie wiadomo – odparła Cecylia lekko. – Ale coś przecież musiałam wymyślić.
– Będę więc musiał unieruchomić jej nogę – stwierdził Tancred. – Na wypadek, gdyby Ulfeldt wysłał szpiegów.
– Nie wydaje mi się to prawdopodobne – powiedział Alexander. – Nie możesz tak się przeceniać.
– O, mnie nie da się przecenić – śmiejąc się odparł Tancred.
Leonora Christina odwiedziła Gabrielshus w końcu stycznia. Wkrótce potem Tancred zapadł na dokuczliwą grypę, w drogę na Jutlandię wybrał się więc dopiero na początku marca. Wielki orszak do Niderlandów wyjechał wcześniej, rodzina mogła zatem odetchnąć z ulgą. Ale dla pewności, na wypadek gdyby ktoś pytał, Tancred musiał jechać. Ku jego wielkiej radości obiecano mu, że zamiast planowanych dwóch miesięcy zostanie tam nie dłużej niż dwa tygodnie.
