
– Co było takie dziwne?
– Przede wszystkim cały personel „Króla Midasa" w Bolonii składał się z jednej jedynej urzędniczki – trochę takiej jak nasza panna Cosentino – a firma w przeciągu trzech lat dokonała obrotów na najwyżej dwa miliardy lirów, to jest na sumę śmiesznie małą.
– To była przykrywka.
– Oczywiście. Ale przykrywka wstępna, przygotowanie do oszustwa na wielką skalę, którego księgowy miał dokonać tutaj, w naszych stronach.
– Możesz mi jasno wytłumaczyć, na czym ono polegało?
– To proste. Powiedzmy, że powierzasz mi milion lirów, abym go korzystnie zainwestował. Ja po pól roku daję ci dwieście tysięcy – dwadzieścia procent wkładu. Dochód jest niezwykle wysoki, zaczyna się o tym mówić. Przychodzi do mnie twój przyjaciel i powierza mi milion. Po upływie następnego półrocza ja daję znowu dwieście tysięcy, a twojemu przyjacielowi tyle samo. Potem postanawiam zniknąć. Zarobiłem w ten sposób milion czterysta tysięcy lirów. Odejmijmy czterysta tysięcy na wydatki różne, pozostaje mi w kieszeni na czysto milion lirów. Krótko mówiąc, według obliczeń Guarnotty księgowy Gargano uzbierał sobie ponad dwadzieścia miliardów.
– A to skurwiel! Wszystko przez tę telewizję.
– Co ma do telewizja?
– Właśnie, że ma. W każdym dzienniku telewizyjnym bombardują cię giełdą kursami, akcjami, obligacjami, gównocjami… Ludzie są pod wrażeniem, nic z tego nie rozumieją, wiedzą, że jest ryzyko, ale że można zarobić. No i rzucają się w ramiona pierwszego lepszego oszusta: ja też chcę grać na giełdzie, ja też… Szkoda gadać. Jaka jest twoja opinia?
– Moja opinia… podziela ją zresztą Guarnotta… jest taka: wśród najważniejszych klientów Gargana był jakiś mafioso. Rozprawił się z księgowym, kiedy zrozumiał, że został oszukany.
– A zatem ty, Mimi, nie sądzisz, że Gargano nurza się w rozkoszach na jakiejś wyspie mórz południowych?
– Nie. A ty co myślisz?
