
W zajeździe „San Calogero" spałaszował dwie porcje ryby z rusztu, jedną po drugiej, jako pierwsze i drugie danie. Potem – aby ułatwić trawienie – zrobił sobie długi spacer aż pod latarnię morską. Zastanawiał się przez chwilę, czy nie usiąść na swoim ulubionym głazie, ale wiał silny, zimny wiatr, a ponadto trzeba było załatwić sprawę z kwestorem. Przyjechawszy do Montelusy, nie poszedł jednak od razu na kwesturę, ale zajrzał najpierw do stacji telewizyjnej Retelibera. Powiedziano mu tam, że jego przyjaciel, dziennikarz Zito, wyjechał na reportaż. Do dyspozycji komisarza była natomiast Annalisa, sekretarka zajmująca się wszystkim po trochu.
– Nadawaliście serwisy o księgowym Gargano?
– W związku z jego zniknięciem?
– I jeszcze wcześniej.
– Nadawaliśmy całą masę.
– Czy mógłbym dostać od pani nagrania tych, które uznapani za najważniejsze? Byłyby gotowe jutro po południu?
Zostawił samochód na parkingu kwestury i wszedł bocznymi drzwiami. Przywitał się ze znajomym wicekomirzem. Nadjechała winda i Montalbana przepuszczono przodem. Kiedy wszyscy weszli już do kabiny, z tym, który nadbiegł w ostatniej chwili, włącznie, wicekomisarz wyciągnął palec wskazujący, aby nacisnąć guzik. Sparaliżował go jednak krzyk Montalbana:
– Stać!
Wszyscy odwrócili się w jego stronę, zdziwieni i lekko przestraszeni.
– Przepraszam! Przepraszam! – Przepychał się łokciami do wyjścia.
Wydostał się z windy, pobiegł do samochodu, włączył silnik i odjechał, przeklinając. Zapomniał zupełnie, że zgodnie z tym, co Mimi naopowiadał kwestorowi, powinien mieć na czole szwy. Nie było rady: musiał wrócić do Vigaty i dać się opatrzyć zaprzyjaźnionemu aptekarzowi.
