– Ma pan zbyt wrażliwy nos jak na swój zawód.

Wymknął mu się ten komentarz, po prostu nie mógł się powstrzymać. Natychmiast tego pożałował. Zobaczył, jak Bonetti-Alderighi wysuwa rękę w krąg światła rzucanego przez lampę, chwytając za brzeg biurka i ściskając go tak mocno, że sinieją mu kostki palców; najwyraźniej rozpaczliwie usiłował się opanować. Montalbano obawiał się już najgorszego, ale wybuch nie nastąpił. Kwestor mówił dalej, w jego głosie czuć było napięcie.

– Chodzi o śledztwo dotyczące tunezyjskiej prostytutki, którą znaleziono martwą, a która miała syna imieniem Francois.

Na dźwięk imienia chłopca Montalbano poczuł jakby cios nożem w serce. Mój Boże, Francois! Od jak dawna go nic nie widział? Skupił jednak teraz uwagę na słowach kwestora, nie pozwolił się porwać strumieniowi uczuć, który uniemożliwiłby mu obronę – było bowiem pewne, że Bonetti-Alderighi przejdzie niezwłocznie do oskarżeń. Starał się przypomnieć sobie wszystkie szczegóły tego odległego w czasie śledztwa. Czyżby Lohengrin Pera, ten drań ze służb specjalnych, znalazł po tylu latach sposób, żeby się na nim zemścić? Następne słowa kwestora zaskoczyły go jednak zupełnie.

– Otóż wydaje się, że zamierzał pan początkowo ożenićsię i adoptować to dziecko. Czy to prawda?

– Tak, prawda – odpowiedział zakłopotany komisarz. Co, do cholery, mogły mieć wspólnego z tym śledztwem jego osobiste sprawy? Skąd Bonetti-Alderighi znał te szczegóły?

– Dobrze. Potem zmienił pan zdanie co do adopcji dziecka. Francois został oddany pod opiekę siostry pana zastępcy, wicekomisarza Domenica Augello. Zgadza się?

Do czego ten cholerny sukinsyn zmierza? – Zgadza.

Montalbano był coraz bardziej zaniepokojony. Nie rozumiał zupełnie, dlaczego kwestor zajmuje się tą starą historią, i nie wiedział, z której strony oczekiwać nieuniknionego ataku.

– Wszystko w rodzinie, prawda?

Ironiczny ton Bonetti-Alderighiego oznaczał wyraźną, choć niewytłumaczalną insynuację. Co temu durniowi mogło przyjść do łba?



21 из 141