
Wielce szanowny Panie Kwestorze,
ponieważ jest Pan skłonny dawać wiarę anonimowym listom, nie podpiszę niniejszego. Przesyłam w załączeniu kopię pokwitowania wystawionego przez notariusza Giulia Carlentiniego, które wyjaśnia sprawę komisarza Salva Montalbano. Oryginał znajduje się oczywiście w posiadaniu autora tego listu i może być okazany na Pańskie życzenie.
Podpisano: przyjaciel.
Znowu wsiadł do samochodu, pojechał na pocztę, nadał list polecony z potwierdzeniem odbioru, wyszedł, schylił się, aby otworzyć drzwi samochodu – i pozostał nieruchomo w tej pozycji jak ktoś, kto poczuł nagle gwałtowny ból w krzyżu, tak silny, że przy najmniejszym poruszeniu dosięga cię jakby okrutny cios nożem i możesz tylko trwać w przyjętej postawie, modląc się, aby jakiś cud oddalił cierpienia choćby na chwilę. Tak sparaliżował komisarza widok przechodzącej właśnie opodal kobiety, która zmierzała najwyraźniej do pobliskiego sklepu spożywczego. Była to panna Mariastella Cosentino, która – zamknąwszy agencję zgodnie z popołudniowym rozkładem – dokonywała zakupów przed powrotem do domu. Widok Mariastelli Cosentino nasunął mu mrożącą krew w żyłach myśl, a za nią jeszcze bardziej mrożące krew w żyłach pytanie: czy też przypadkiem notariusz nie zainwestował pieniędzy Francois w firmie księgowego Gargana? Jeśli tak było, oszczędności już się ulotniły, pofrunęły w stronę mórz południowych. W konsekwencji nie dość, że chłopiec straciłby bezpowrotnie cały spadek po matce, ale i on sam, Montalbano, który dopiero co wysłał prowokacyjny list do kwestora, miałby duży kłopot z
