Panna spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem.

– Nie, nie umarł. Miał wylew. Już mu lepiej.

– Ale mówi? Pamięta?

– Oczywiście.

– Mogę z nim porozmawiać?

Panna rzuciła okiem na zegarek.

– Może nam się uda. Leży w klinice Matki Boskiej w Montelusie.

Przeszła do pokoju pełnego papierów, teczek na dokumenty, segregatorów, wielkich kopert. Wybrała numer, poprosiła pokój 114. Potem powiedziała:

– Giulio… Umilkła. Było rzeczą ogólnie wiadomą, że notariusz żadnej nie przepuści. Panna przy telefonie nie miała trzydziestki: wysoka, brunetka z włosami długimi do pasa, przepiękne nogi.

– Panie notariuszu – odezwała się po chwili – jest w biurze, komisarz Montalbano, chciałby z panem mówić… Tak? Porozmawiamy później. Podała słuchawkę komisarzowi i dyskretnie wyszła z pokoju.

– Halo, panie notariuszu! Tu Montalbano. Chciałem tylko o coś pana spytać. Przypomina pan sobie, że kilka lat temu powierzyłem panu książeczkę oszczędnościową na pięćset milionów… A więc pamięta pan. Pytam, bo pomyślałem sobie, że mógł pan zainwestować te pieniądze w firmie księgowego Gargano, a wtedy… Ależ proszę się nie obrażać… Nie, nie, na miłość boską, nie chciałem pana urazić… Skądże znowu… Naturalnie, naturalnie… Przepraszam pana bardzo. Niech pan szybko wraca do zdrowia.

Odłożył słuchawkę. Na sam dźwięk nazwiska Gargano notariusz poczuł się urażony.

– To panu się zdaje, że ja jestem takim durniem, który wierzy oszustom w rodzaju Gargana? – powiedział.

Pieniądzom Francois nic nie groziło.

Niemniej, wsiadając do samochodu przed odjazdem do komisariatu, Montalbano poprzysiągł sobie, że księgowy Gargano zapłaci mu z nawiązką za okropny strach, którego z jego winy się nabawił.

4

Nie dojechał jednak do komisariatu, bo po drodze uznał, że ma za sobą bardzo ciężki dzień, a zatem zasługuje na nagrodę pocieszenia. Ktoś wspomniał mu kiedyś niejasno o zajeździe otwartym kilka miesięcy wcześniej jakieś dziesięć kilometrów za Montelusą, przy szosie do Giardiny; podobno dobrze się tam jadło.



27 из 141