
Tak w każdym razie niosła wieść gminna. Rozmowa była krótka, ale też wystarczająco długa, aby kobieta zakochała się bez pamięci w swoim nowym szefie. Praca w przedstawicielstwie była drugą, jaką Mariastella wykonywała w swoim życiu; poprzednio przez wiele lat była gospodynią domową z dyplomem księgowej, doglądającą najpierw obojga rodziców, a potem już tylko ojca, który do samej śmierci dawał się jej we znaki. Ta druga praca oznaczała dla niej także pierwszą miłość. Trzeba bowiem powiedzieć, że rodzina przeznaczyła Mariastellę zaraz po urodzeniu na żonę odległego krewnego, którego dane jej było zobaczyć jedynie na fotografii; osobiście nie spotkali się nigdy, bo kuzynek zmarł w dzieciństwie na jakąś nieznaną chorobę. Teraz sprawa wyglądała inaczej: Mariastella mogła oglądać swojego ukochanego żywego i często z nim rozmawiać – pewnego ranka stanął obok niej tak blisko, że poczuła nawet zapach jego płynu po goleniu. Zrobiła potem coś, do czego nigdy – jak jej się wydawało – nie byłaby zdolna. Wsiadła do autobusu, pojechała do Fiakki do krewnej, właścicielki perfumerii, i zaczęła wąchać zawartość różnych flakoników, jednego po drugim, aż rozbolała ją głowa. Znalazła na koniec płyn, którego używał ukochany. Kupiła buteleczkę i włożyła do szuflady w szafce nocnej. Budząc się niekiedy w nocy ogarnięta smutkiem, sama w łóżku, sama w wielkim, pustym domu, dla pocieszenia otwierała buteleczkę i wdychała zapach płynu. Wtedy znowu zasypiała, szepcząc: „Dobranoc, miłości moja".
Mariastella wierzyła głęboko, że księgowy Emanuele Gargano nie uciekł ze wszystkimi zdeponowanymi pieniędzmi ani że nie zabiła go mafia za jakieś przewinienie. Przesłuchiwana przez wicekomisarza Augella (Montalbano nie chciał uczestniczyć w tym dochodzeniu, utrzymując, że nic nie rozumie ze spraw dotyczących pieniędzy), panna Cosentino oświadczyła, że jej zdaniem księgowy doznał przejściowej utraty pamięci i że pewnego dnia pojawi się znowu, zmuszając do milczenia swoich oszczerców. Słowa te wypowiedziała z tak wielkim, pełnym przekonania zapałem, że sam Augello o mało nie przyznał jej racji.