
– Zrobisz mi tak ekspresowo te wszystkie kartki? Ten notes musi tu zostać.
– Nie ma sprawy. O, rozlatuje się trochę, to nawet wygodniej. Żaden problem.
Od zwłok podniósł się lekarz.
– Dostał w głowę twardym przedmiotem obłym – oznajmił beznamiętnie. – Potem zadano mu cztery ciosy przedmiotem ostrym i grubym. Nie nożem, nie siekierą. Wiadomo, czym, bo zdaje się, że przedmiot tu leży, ale nie będę tego uwzględniał w raporcie, podam tylko objawy. Krwawienie głównie z tętnicy szyjnej.
– Kiedy? – spytał krótko komisarz, w którym natychmiast wybuchły bardzo mieszane uczucia.
– Nie więcej niż godzinę przed naszym przybyciem. I nie mniej niż trzy kwadranse.
– Trzy kwadranse to byłoby prawie tak, że chłopaki z radiowozu wchodzą, a tam ktoś go wali. Nie za duży tłok?
– Ja nie mówię o tym, co my wiemy, tylko o stanie zwłok. Trzy kwadranse to górna granica, do tej dolnej, godziny, mogę dołożyć jeszcze z pięć minut, ale na tym koniec. Reszta po sekcji.
– Wygląda na to, że oba przedmioty tu leżą – zauważył filozoficznie technik, wskazując palcem. – Raz przynajmniej nie trzeba będzie szukać narzędzia zbrodni. Zbieramy ten śmietnik, panie komisarzu, wszystko zabezpieczone. Trzy włosy na marynarce denata. Już zdjęte.
Ochłonąwszy nieco z pierwszych emocji, Wólnicki szybko jął porządkować swoje mieszane uczucia. Za wcześnie złapał się za tę babę, niechby trochę poczekała, przedtem należało uzyskać wszystkie informacje, czas zejścia, narzędzie zbrodni, więcej wiedzy o denacie… Odzież, dokumenty… Z wiarą w doświadczenie i solidność ekipy technicznej nawet nie przyjrzał się porządnie scenie zbrodni, od razu chwycił podejrzanego świadka z naczelną myślą: przepytać na gorąco! Później świadek oprzytomnieje i może być różnie, no i proszę, baba zaczęła coś szantrapie, sprawcę widziała podobno na własnej oczy, przerwał jej, nie docenił, urzędowości mu się zachciało, a w ogóle zawsze bywa różnie, niech to piorun spali, czy się przypadkiem nie wygłupił…?
