Na moment komisarz doznał wrażenia, iż jeśli odmówi herbaty, świadek przyłoży mu czajnikiem, czym prędzej, zatem poprosił o napój. Proste czynności gospodarskie Gabrielę jakby nieco ukoiły.; Mamrotała jeszcze pod nosem inwektywy, ale już ciszej.

– Chwileczkę – przyhamował ją Wólnicki. – Po kolei panią poproszę i bardzo dokładnie. Miała pani paczki w rękach. Jak pani otworzyła furtkę?

– Nijak. Otwarta była. Już mi się to dziwne wydało, ale tam czasem zamek nie zaskakiwał, a Mirek wiedział, że przyjdę, więc mógł zaniedbać. Zdarzało się. A potem drzwi do domu niedomknięte, też dziwne, ale weszłam i za sobą zamknęłam. Na klamkę tylko, bo ręki nie miałam.

Z dwiema szklankami usiadła przy stole i jedną podsunęła Wólnickiemu takim gestem, jakby w ogóle nie myślała o tym, co robi. Wólnicki powąchał, herbata pachniała zachwycająco. W ciągu tych kilku krótkich chwil zdążył sobie wyliczyć czas, słońce o tej porze roku zachodziło o siedemnastej czterdzieści dwie, osiemnasta, to już szarówka, osiemnasta trzydzieści ciemno. Czekanie na autobus, dojazd, dojście… Na litość boską, ta kobieta przyszła tu niemal w chwili zbrodni, najwyżej w dziesięć minut później! O ile, oczywiście, nie trzasnęła braciszka osobiście i ledwo zdążyła się umyć… No, miała, po czym. I dlatego jeszcze jest mokra!

Przeleciał po nim dreszcz emocji.

– Niech się pani porządnie zastanowi, co pani widziała. Idąc od autobusu, na ulicy, wokół domu…

– A co ja się mam zastanawiać – odparła z gniewną wzgardą Gabriela, wzruszając ramionami i siadając przy stole. – Przecież tu ją zastałam, tę zbrodniarkę, żmiję, tu stała, nad Mireczkiem…!

– Dokładnie nad… – komisarz zawahał się, bo określenie „denat" wydało mu się wobec rozpaczającej siostry nietaktowne, a uporczywie chciał budzić w niej zaufanie i sympatię. Coś innego… -…nad pani bratem?



27 из 298