
– Nie mogłybyśmy jakoś pomóc Markowi w podjęciu decyzji o ucieczce? – Sonya nie dawała za wygraną. – Byłoby tak fajnie, gdyby sobie pojechał.
– Ależ, kochanie, nie wolno tak mówić – skarciła ją Lee.
– To tylko marzenia, mamo. W marzeniach wolno nam być nieuprzejmymi, ponieważ możemy dzięki temu bezpiecznie wyładować nagromadzoną w nas agresję. Łatwiej jest być miłym dla sąsiada, gdy najpierw wyładujemy się na nim w zaciszu swej wyobraźnia – Gdzieś ty to Usłyszała? – zainteresowała się Lee, która od razu poznała, iż nie są to własne słowa córki.
– Tak napisał Daniel Raife w swojej rubryce w gazecie – wyjaśniła Sonya.
– Kto?
– No, Daniel Raife. A o co chodzi, mamo?
– Tak, się nazywa ten facet, z którym miałam stłuczkę – odparła oszołomiona Lee.
– To chyba zwykły zbieg okoliczności. Niemożliwe, żeby to był ten Daniel Raife, bo on ma zupełnie inne zdanie na temat kobiet niż tamten, o którym opowiadałaś. Pisze artykuły do jednego z dzienników, ma swoją rubrykę w magazynie dla kobiet i program w telewizji, w którym podejmuje różne kontrowersyjne tematy. I zawsze, ale to zawsze staje po stronie kobiet, – Faktycznie! Tak mi się zdawało, że gdzieś już spotkałam się z tym nazwiskiem. Ale jego programu to chyba jeszcze nie widziałam.
– Nic dziwnego, nadają go, kiedy jesteś w pracy – wyjaśniła Sonya.
– A więc ten Daniel Raife jest niby po naszej stronie? – spytała Lee tonem pełnym sceptycyzmu.
– Naprawdę, mamo. Napisał już kilka książek, a jedna z nich ma tytuł „Kobiety są wspaniałe”. Zawsze też opowiada w telewizji, jaka jego córka jest cudowna i że pragnie, by pewnego dnia została adwokatem.
– Ciekawe, co ona na to?
– Obawiam się, że ma trochę inne zdanie – zachichotała Sonya. – Wiesz, ona ma dopiero piętnaście lat. Znam ją, bo chodzi do mojej szkoły. Ma bzika na punkcie ciuchów i w dodatku uważa, że cudownie jest mieć matkę fotografa, tak jak ja.
– To chyba jakaś słodka idiotka – burknął Mark, który właśnie wszedł do kuchni i usłyszał końcówkę ich rozmowy.
