– Nieprawda, Phoebe nie jest idiotką – oburzyła się Sonya.

– Jak ona ma na imię? – wtrąciła się Lee.

– Phoebe. A czemu pytasz?

– Z tym mężczyzną, z którym się zderzyłam, jechała dziewczyna o tym imieniu. Powiedz mi, jak wygląda jego córka?

– Wysoka, około metr siedemdziesiąt sześć wzrostu, olśniewająca piękność.

Mark tymczasem wyszedł do sąsiedniego pokoju i wrócił z jakąś książką w ręku.

– To z nim się zderzyłaś? – spytał, pokazując siostrze zdjęcie na okładce.

Fotografia przedstawiała młodego, przystojnego mężczyznę o regularnych rysach twarzy i wyjątkowo ciemnych oczach. Profesjonalne oko Lee od razu dostrzegło retusz, który sprawiał, iż postać na zdjęciu wyglądała o wiele młodziej od mężczyzny spotkanego na drodze. Nie było jednak wątpliwości, że Daniel Raife – kierowca samochodu oraz Daniel Raife… – pisarz i dziennikarz, to jedna i ta sama osoba.

– To on – jęknęła Lee. – Powiem wam coś. Ten facet to oszust. Gdybyście słyszeli, jak on się zwracał do tej biednej Phoebe.

– Większość rodziców mówi w ten sposób do swoich dzieci – zauważyła Sonya.

– Ale to go nie usprawiedliwia, jeśli chodzi o nieprzyjemne uwagi pod adresem kobiet za kierownicą.

– Nie możesz przecież winić faceta za to, co powiedział, gdy zobaczył, że jego samochód jest uszkodzony – wtrącił się Mark. – Nie wierzę, że ty byłaś taka miła i uprzejma.

– Dobrze, ale już na pewno nie miał prawa nazwać mnie ufryzowaną małą kobietką – zaperzyła się Lee


Tego samego wieczoru zadzwonił telefon.

– Dzięki Bogu, że cię zastałam, Lee. – W słuchawce zabrzmiał zaaferowany głos Sally, pracownicy jednej z firm, zajmujących się public relations.

– Cześć, Sal. Co się dzieje?

– Czy miałabyś jutro czas na dodatkową sesję?

– To będzie trudne, akurat jutro mam mnóstwo pracy. Może udałoby mi się przyjąć tego kogoś, ale dopiero na samym końcu. A kto to taki?



12 из 119