
– Oczywiście, pod warunkiem, że ja również je uzyskam.
– Ja nie mam pani nic do wybaczenia.
– Jeśli chodzi o to ubezpieczenie… – zaczęła.
– Może porozmawiamy o tym później? – przerwał jej. – Teraz chyba powinna pani już wracać do pracy, prawda?
– Ojej, rzeczywiście! – wykrzyknęła, zdumiona, że w obecności tego mężczyzny niemal zapomniała o całym bożym świecie.
Wskazawszy gościom krzesła w kącie studia, wróciła do pracy. Tym razem wszystko szło sprawnie, tak że o godzinie szóstej sesja była zakończona. Główna modelka, smukła blondynka o imieniu Roxanne, udała się do garderoby w towarzystwie Phoebe, która zasypywała ją pytaniami, dotyczącymi jej zawodu.
Lee doskonale pamiętała siebie, kiedy była w wieku Phoebe. Z wypiekami na policzkach snuła wtedy plany ucieczki, nie przypuszczając nawet, jakie czekają ją konsekwencje. Zerknęła w stronę Daniela Raife’a i dostrzegła w jego oczach pytanie. Zdawało jej się, że z wyrazu jej twarzy wyczytał wszystko, o czym w tej chwili myślała. Poczuła się nieswojo, toteż szybkim krokiem udała się do biura, by zmienić film w aparacie.
– Nie wiem, jak mam pani dziękować za dzisiejsze popołudnie – usłyszała za plecami znajomy męski głos. – Phoebe ma kompletnego bzika na punkcie ciuchów, zresztą, jak każda dziewczyna w jej wieku, i wizyta w pani studiu to dla niej prawdziwe święto.
Lee uśmiechnęła się niepewnie, coś jej bowiem mówiło, iż Daniel Raife nie do końca rozumie swą córkę i być może czeka go przykra niespodzianka w nie tak odległej przyszłości.
– Proszę mi powiedzieć, jaki pan chce mieć portret – zaproponowała.
– Niech mnie pani pokaże takim, jakim naprawdę jestem.
– Ale za kogo pan się uważa? Jak pan chce, żeby ludzie pana postrzegali? Będę z panem szczera, panie Raife…
– Nie sądzi pani, że już najwyższy czas, byśmy przeszli na ty? – przerwał jej. – Zwłaszcza po tym wszystkim, co sobie powiedzieliśmy wtedy na drodze?
