
– Zgoda – roześmiała się. – Szczerze mówiąc, nie jestem zbyt uszczęśliwiona tym zleceniem. Widziałam twoje obecne zdjęcie na okładce książki. Wybacz, ale nie chciałabym zrobić drugiego takiego.
– I dzięki Bogu! – Wykrzyknął. – Nie cierpię tamtej fotografii. Wyglądam na niej jak wymoczek. W dodatku po spotkaniach czytelnicy mówią do siebie: „Jakże on się postarzał”, bo oczekują kogoś takiego, jak na tym zdjęciu. Chcę, żebyś mnie przedstawiła jako nieco zmęczonego życiem pana w średnim wieku. Wtedy ci, którzy mnie spotkają, będą mówić: „Ależ on się świetnie trzyma”.
Lee cofnęła się o krok, by przyjrzeć się temu dziwnemu facetowi, który koniecznie chciał wyglądać na starszego niż w rzeczywistości. Ogarnęła spojrzeniem jego smukłą sylwetkę, długie nogi, odziane w doskonale skrojone wełniane spodnie, barczyste ramiona. Jego śniada cera była świeża i zdrowa, a delikatne zmarszczki, niewątpliwie spowodowane częstym uśmiechaniem się, dodawały uroku ciemnoniebieskim oczom, w których igrały wesołe ogniki.
– Mogłabym ewentualnie przedstawić cię jako dystyngowanego pisarza – zaczęła, na co on zareagował radosnym uśmiechem.
– Ale nie w średnim wieku… – ciągnęła. Kąciki jego ust opadły.
– A już z całą pewnością nie zmęczonego życiem – dokończyła.
Daniel przyjrzał się jej uważnie, jak gdyby chciał ocenić, czy uda się ją jakoś namówić. Niespodziewanie sięgnął do kieszeni, marynarki i wydobył stamtąd okulary w grubych czarnych oprawkach.
– Zmęczony życiem – powiedział stanowczo, zakładając okulary. – Dystyngowany – odparła zdecydowanie Lee, kręcąc przecząco głową. – To moje ostatnie słowo.
– Jaki z ciebie fotograf? – jęknął. – Przecież nie żądam zbyt wiele.
– Żądasz niemożliwego. Nawet sam Michał Anioł nie zdołałby przedstawić cię jako zmęczonego życiem. Przykro mi, ale nawet w tych okularach nie wyglądasz na pana w średnim wieku. Masz bujną czuprynę i ani jednego siwego włosa.
