
– Och, to przez Phoebe – oznajmił, bezwiednie przygładzając fryzurę. – Mówiłem jej, że przyprószę lekko skronie mąką, ale mi zabroniła.
– I słusznie – zgodziła się Lee. – Twoja córka ma dużo zdrowego rozsądku, którego, jak widać, nie odziedziczyła po ojcu.
– O tak, pomysłowość to ona rzeczywiście ma po matce.
– Uśmiechnął się kwaśno.
– W takim razie proszę przekazać jej moje gratulacje.
– Ta pani zniknęła z mego życia wiele lat temu – oświadczył Daniel. – Z czego akurat w tym momencie bardzo się cieszę – dodał zmienionym głosem.
Nagle Lee odczuła, iż ta rozmowa przestała ją bawić. Napotkała utkwione w sobie spojrzenie, którego znaczenia trudno było nie pojąć. Przecież to nie ma najmniejszego sensu, myślała. Nie biorąc pod uwagę naszego pierwszego, bardzo nieprzyjemnego spotkania, rozmawialiśmy ze sobą zaledwie kilka minut i to w dodatku o nieistotnych rzeczach. Zdawała sobie jednak sprawę, iż pod płaszczykiem tej zdawkowej wymiany zdań, toczyła się inna rozmowa, bez słów, mówiąca o ich wzajemnym zauroczeniu.
Wciągnęła powietrze głęboko w płuca. Nie miała do niego zaufania. Nie dlatego, że wiedziała o nim coś niepochlebnego, po prostu nie ufała wszystkim mężczyznom, zwłaszcza tym czarującym. Jimmy Meredith był najbardziej uroczym facetem na świecie, niestety, tylko do czasu.
– Sfotografuję cię w tych okularach – zgodziła się, chcąc zmienić temat.
Daniel zdawał się nie słyszeć tego, co powiedziała.
– Phoebe mówiła mi, że jesteś rozwiedziona – odezwał się po chwili cichym głosem. – To prawda?
Lee podeszła do szafki, w której trzymała filmy i zaczęła w niej czegoś gorączkowo szukać.
– Czy to pytanie o charakterze zawodowym? – powiedziała wreszcie.
– Dobrze wiesz, jaki charakter ma to pytanie.
– To prawda, jestem rozwiedziona.
– Od dawna? – nie ustępował.
– Od trzech lat.
– To chyba wystarczająco dużo czasu, by znaleźć sobie kogoś. Czy w twoim życiu jest jakiś mężczyzna?
