
– Nie wiem, z jakiego kraju pan pochodzi – burknęła Lee, – ale to jest Anglia i obowiązuje ruch lewostronny.
– Wiem o tym – odparł ostro. – Tak się składa, że jestem Anglikiem i świetnie znam kodeks drogowy.
– Trudno w to uwierzyć, po tym, jak pan przed chwilą jechał. Chyba nie zaprzeczy pan, że ponosi całkowitą winę za ten wypadek?
– Owszem, zaprzeczę – oświadczył.
– Co takiego?! – wykrzyknęła z niedowierzaniem. – Przecież jechał pan po złej stronie drogi.
– To prawda – przyznał. – Nie zgadzam się jedynie z tym, że jestem jedynym winowajcą. Widziała mnie pani z daleka, ale aż do ostatniej chwili nie zrobiła nic, by uniknąć zderzenia.
Lee zaniemówiła z oburzenia. Jak on śmiał opowiadać takie. bzdury?!
W tym momencie z aula mężczyzny wysiadła wysoka kobieta w chustce na głowię i szybkim krokiem ruszyła w kierunku obojga kierowców.
– Teraz możecie kontynuować kłótnię – oznajmiła, otwierając nad nimi duży parasol.
Obydwoje posłali jej piorunujące spojrzenia, przy czym nic uszło profesjonalnej uwagi Lee, że oto stała przed nią jedna z najpiękniejszych młodych kobiet, jakie w życiu widziała.
– A więc to moja wina, że nie wie pan, która strona jest lewa, a która prawa? – Lee podjęła na nowo.
– Nie, droga pani, ale gdyby przyglądała się pani baczniej drodze, zareagowałaby pani wcześniej i…
– Gdyby pan jechał tak, jak należy, w ogóle nie musiałabym reagować – przerwała mu z wściekłością.
Mężczyzna wyjął z kieszeni chusteczkę, po czym wytarł nią ociekające wodą włosy. Teraz wyglądał znacznie korzystniej. Lee oceniła, że dobiegał czterdziestki, a w dodatku był niczego sobie… Gdyby nie miał takiej rozzłoszczonej miny, można by nawet uznać go za przystojnego.
– Przypomnę pani, że pierwszą i podstawową zasadą zachowania na drodze jest zasada ograniczonego zaufania – odezwał się ponownie. – To znaczy, że powinna pani założyć, iż wszyscy pozostali kierowcy są nieodpowiedzialni i niebezpieczni.
