Gdzieś w pobliżu rozległ się płacz. Silje stanęła. Znajdowała się w ciasnym przejściu prowadzącym do zachodniej bramy. Wokół było ciemno, nie docierało tu światło księżyca. Szloch dobiegał z tylnego podwórza. Zauważyła uchylone drzwi. To płakało dziecko. Tak żałośnie, że serce się krajało. Dziewczyna z wahaniem weszła na podwórze. Tu było widniej. Na małej, odkrytej przestrzeni, otoczonej niskimi domami, światło księżyca wydawało się jaśniejsze. Nieduża, może dwuletnia dziewczynka klęczała obok zmarłej kobiety i szarpała nią, potrząsała, jakby ją chciała zbudzić.

Silje sama była jeszcze dzieckiem, choć stawała się już także kobietą. Ujrzawszy dziewczynkę uczuła skurcz w sercu, a jednocześnie cofnęła się na widok zwłok. Twarz, piana na ustach, wszystko wyraźnie wskazywało, że zaraza znów zaatakowała.

Zaraza ciężko doświadczała Trondelag. Właściwie [Trondelag – jedna z krain geograficznych w Norwegii] były to dwa rodzaje morowego powietrza, tylko że tutaj wszystko nazywano zarazą. Tym razem jedna z nich przyszła z Danii, choć niekiedy nazywano ją także „hiszpańskim piskiem”. Objawiała się katarem, gorączką, bólem głowy i bólami w piersiach. Jednocześnie ze Szwecji przywleczono inną chorobę, odmianę dżumy, wywołującej ropne guzy, ostre bóle w bokach i tak silne bóle głowy, że doprowadzały ludzi do szaleństwa. Silje znała dobrze objawy; widziała je tyle razy.

Dziewczynka nie zauważyła jej. Wyczerpana Silje myślała powoli, ale jedno wiedziała na pewno. Jako jedyna w domu przeżyła zarazę. Nie zachorowała też mimo długiego przebywania w mieście pośród umarłych. Nie bała się o siebie. Ale dziecko? Nie miała wielkiej nadziei, że przeżyje. Jeśli jednak zostanie tu samo z matką, z pewnością nie będzie mieć żadnych szans.



6 из 193