Zbliżała się teraz do bram miasta, między domami widziała już blask ogniska, gdzie palono zwłoki. Ostatnio było tak zimno, że ludzie nie mogli grzebać swoich zmarłych, musieli palić ciała. I była jeszcze zbiorowa mogiła… Nie, Silje nie chciała teraz myśleć o tak tragicznych sprawach.

Zobaczyła kobietę, która ledwo stała oparta o ścianę domu. Wyglądała, jakby miała zaraz upaść. Silje z wahaniem podeszła do niej.

– Czy mogę w czymś pomóc? – zapytała ostrożnie.

Kobieta zwróciła w jej kierunku matowe oczy. Była to młoda dama, z wyglądu bardzo wytworna, teraz trupio blada. Pot spływał jej po twarzy. Na widok Silje zebrała wszystkie siły i ruszyła przed siebie.

– Mnie już nikt nie pomoże – wymamrotała, znikając za rogiem.

Silje spojrzała w ślad za nią. To chyba znów zaraza, pomyślała, a jeśli tak, to cóż ja mogę zrobić.

Zatrzymała się przy bramie. Zaczekała jeszcze chwilę do czasu, gdy mieli ją zamknąć. Nie chciała zostać w mieście. Wiedziała, że nie znajdzie tu pomocy ani dla siebie, ani dla dziecka. Musi poszukać jakiejś stodoły. Oby tylko nie spotkać dzikich zwierząt! Choć nie były one gorsze od bezdomnej tłuszczy krążącej po mieście. Tych pijanych mężczyzn i innych pozbawionych sumienia typów, które usiłowały ją zaczepić. Tych, którzy przeczuwali, że ich czas się kończy i było im wszystko jedno czy się zarażą, czy nie. Pragnęli tylko uciech życia, zanim nie będzie za późno.

Strażnik zapytał, dokąd się wybiera o tej porze. Naprawdę jednak mniej interesowali go wychodzący, bardziej ci, którzy przybywali do miasta. Wyjaśniła, że wyrzucono ją ze względu na oznaki choroby, a on przyjął to wytłumaczenie. Wskazał ręką, że mogą iść. Nawet nie pomyślał, że przecież roznoszą w ten sposób zarazę. Dla niego najważniejsze było, że nie pozostaną w tym mieście.



8 из 193