Ciepło ogniska wabiło z oddali. Silje przyspieszyła, by zdążyć, nim ogień zgaśnie. Najpierw jednak musiała przejść przez las oddzielający miasto od placu egzekucji. Już kiedyś zabrnęła w to okropne miejsce, na wzgórze szubienic. Było to wkrótce po jej przybyciu do Trondheim. Szybko jednak wtedy uciekła, przerażona smrodem i wszystkim, co ujrzała. Tym razem potrzeba ciepła była zbyt silna, by ją powstrzymać. Wyciągnąć do ognia przemarznięte dłonie, odwrócić się do niego plecami i poczuć, jak całe ciało przenika rozkoszne ciepło – o tym marzyła, kiedy zziębnięta i głodna snuła się bez celu. Las… Zatrzymała się na skraju. Podobnie jak wszyscy ludzie z wiosek położonych na otwartej przestrzeni, Silje zawsze bała się lasu. Kryło się w nim wiele niezwykłych tajemnic.

Była już zmęczona. Dziecko, które niosła przez całą drogę, ciążyło jej coraz bardziej. Postawiła małą na ziemi.

– Czy możesz iść sama? – zapytała. – Za chwilę znów cię poniosę.

Dziewczynka nie odpowiedziała, ale stała posłusznie, cicho popłakując.

Ten mroczny cień wokół. Oczy Silje przyzwyczaiły się do ciemności, ale znów ogarnął ją strach. Wydawało się jej, że drzewa skrywają tajemnicze sylwetki o płonących oczach. Teraz odkryła, że czerń nigdy nie jest tylko czernią. Widziała całą skalę odcieni czarnego, aż do szarości.

Dziewczynka też się bała. Ze strachu przestała nawet płakać. Tuliła się teraz coraz mocniej do swej opiekunki i tylko po cichu wzdychała.

Silje poczuła suchość w ustach, spróbowała przełknąć ślinę. Nie mogła opanować lęku, a przecież musiały iść dalej. Usiłowała skupić uwagę na blasku ognia, prześwitującym między drzewami. To trochę pomagało. Nie śmiała jednak odwrócić się; cały czas odnosiła wrażenie, że bezkształtne sylwetki depczą jej po piętach…

Były już chyba w samym środku lasu, gdy Silje poczuła, jak krew nagle z niej odpływa. Nie mogła złapać oddechu.



9 из 193