— Pamiętam, jak się biliśmy z Brelthianami parę lat temu — snuł głośno wspomnienia grubas. — To był niewielki konflikt w porównaniu z tym teraz, ale w owym czasie mocno dał nam się we znaki. Te ośmiornice z Brelthi są tak wielkie i ciężkie, uważasz, że Straż zezwoliła im na pasy antygrawitacyjne, po jednym na łepka, oczywiście z określonym udźwigiem, żeby zwiększyć im swobodę ruchu. I jak myślisz, co te skunksy zrobiły? Zaczęły pożyczać sobie pasy. Jedne chodziły bez nich, a inne wkładając trzy lub cztery naraz, wznosiły się w górę i waliły do nas z powietrza! Ale i tak wygralibyśmy tę wojnę, gdyby ci przeklęci Strażnicy nie…

Patrząc na weterana konfliktu brelthycko-ziemskiego Dermod doszedł do wniosku, że to jeden z tych bezwartościowych typów, którym zawsze udaje się prześliznąć przez wojnę i nic z siebie nie dać. Albo też to zwykły nicpoń, bo jego wywody zaczęły zmierzać w kierunku, który wcale się Dermodowi nie podobał.

— Jeśli chcesz, posłuchaj mojej rady, przyjacielu, i postaraj się o miłe, bezpieczne zajęcie w Kwaterze Głównej, a najłatwiej coś znaleźć w zaopatrzeniu, i siedź tam cicho jak mysz pod miotłą. Generalicja boi się o swoją skórę jak wszyscy inni i możesz być pewien, że poprowadzi wojnę z bezpiecznej odległości. — Zamilkł, przysunął się bliżej i znacząco obniżył głos: — Nie powinienem właściwie tego mówić, ale jeśli nie uda ci się załatwić nic na tyłach, a zrobi się naprawdę gorąco, to podobno można skontaktować się ze Strażą i…

— Mogę panu postawić, poruczniku? — przerwał mu szybko Dermod, wskazując na opróżnioną w dwóch trzecich szklaneczkę na stole i wystukując na konsoli dwa razy to samo. Do grubasa zaś rzekł ostro: Słyszałem, co pan tu wygadywał, i wstyd mi za pana! Porucznik ma zamiar walczyć, a nie siedzieć z założonymi rękami, prawda, poruczniku? Jeśli tylko reszta naszych żołnierzy wygląda równie mężnie i kompetentnie, to wojna nie potrwa długo! — I dodał z wściekłością A w ogóle kim pan jest? Tajniakiem ze Straży? Wygląda mi pan na takiego!



7 из 59