Przeklęci Strażnicy!

Albowiem Straż, jak sama twierdziła, kierowała się szlachetną i wzniosłą zasadą, według której poszczególne jednostki wszystkich ras zamieszkujących Galaktykę mają prawo do maksimum wolności. Każdy osobnik mógł zajmować się czym chciał, pod warunkiem, że nie naruszał wolności pozostałych członków społeczeństwa. A jeśli dwie grupy istot poróżniły się do tego stopnia, że ich spór mogła rozstrzygnąć tylko wojna, to proszę bardzo, Straż urządzała im wojnę!

Ale ponieważ życie jest rzeczą cenną, głosiła z nabożną obłudą, to jeśli już ktoś ma je stracić, niech będą to jednostki najmniej wartościowe. I cel ten został osiągnięty dzięki specjalnym zespołom z obu stron wybierającym najgorszych żołnierzy z armii przeciwnika, przy czym Strażnicy usłużnie udostępniali im także kompletne psychologiczne dossier wybranych żołnierzy, co im nakazywała — jak twierdzili — elementarna uczciwość. Krótko mówiąc oznaczało to, że najlepsi żołnierze nigdy nie mieli możliwości wzięcia udziału w wojnie, że ich szkolenie było wobec tego stratą czasu i że osobnicy, którzy ostatecznie zostawali żołnierzami i których później wybierano do walki, stanowili zbieraninę najgorszych niedołęgów.

Powody, dla których mężczyźni wstępowali dzisiaj do wojska, myślał Dermod z goryczą, były najróżniejszej natury, od histerycznego albo niemądrego patriotyzmu do zwykłej chęci noszenia munduru, co pomagało w podbojach miłosnych. Współczesny żołnierz był albo moralnym zerem, albo psychicznym wrakiem.

Ale porucznika trudno winić za to, kim był, a był w końcu jednym z oficerów, na których Dermod musi polegać w nadchodzących tygodniach. Wskazana tu była pierwsza pomoc psychologiczna i to szybko. Dermod zignorował niebezpieczeństwo łez i zaczął mówić spokojnie, pewnie i jakby od niechcenia o nadchodzących działaniach wojennych. Z wolna jego towarzysz przestał rozczulać się nad sobą, zaczął sam wtrącać własne komentarze i okazywać coraz większe zainteresowanie. Może nawet zbyt duże, bo nagle stał się podejrzliwy.



9 из 59