Podporucznik Jarzębski wyjawił, co myśli o babie-świadku. Przekazał informacje. Kapitan ożywił się nieco i zaczął myśleć intensywniej.

– Czyli nasuwa się cień drugiej wersji – rzekł w zadumie. -Był tam później ktoś jeszcze i nie ona go zabiła, tylko ten, co przyszedł po jej wyjściu. I to on przeszukał mieszkanie. Przypuszczenie w zasadzie bezpodstawne, ale kto wie…?

– Jeśli ta baba coś ukrywa… A że ukrywa jestem pewny… – powiedział podporucznik Jarzębski i włączył elektryczny dzbanek do wody. -Jest tu trochę kawy, czy mam iść po swoją…? To jest to coś na korzyść podejrzanej. Uparła sieją wrobić i na razie nie popuści.

– Werbel ma kawę. Dobra, spróbujesz później jeszcze raz. A teraz mów, co wiesz, bo może się łączy. Przydział ci już załatwiłem. Albo przynieś akta, a najlepiej jedno i drugie.

Podporucznik uczynił jedno i drugie.

– Witam pięknie – powiedział głos w telefonie.

Nie odezwałam się. Milczałam. Znałam ten głos i nienawidziłam go przez trzy lata do szaleństwa, a ostatnio nieco mniej.

Chwile wielkich uczuć i wzniosłych uniesień odeszły w przeszłość, a między nami pozostały uciążliwości z bajek. Przepaść bezdenna, łańcuch szklanych gór i grzęzawisko, jakiego świat nie widział. Nie przypuszczałam, że usłyszę go jeszcze kiedykolwiek.

Wiedziałam, że potrafi czekać w nieskończoność i zdecydowałam się odezwać.

– Dzień dobry – powiedziałam sucho. Wykorzystał to natychmiast.

– Poznajesz, kto mówi?

– Tak. -

– Mam wielką prośbę do ciebie. Chciałbym, żebyś do mnie przyszła.

Pomyślałam, że chyba źle słyszę i nie wytrwałam w konwencji sztywnej grzeczności. Zawsze na wszystko reagowałam żywiołowo.

– Co takiego…?!

– Chciałbym prosić, żebyś do mnie przyszła – powtórzył porządnie, bo zawsze lubił mówić całymi zdaniami. – O ile to możliwe, zaraz.



15 из 223