
– Założyłem się, że potrafię narysować studolarówkę. Co do umiejętności, nie ma sprawy, własne możliwości znam dość dobrze i tym się nie musisz zajmować. Dziecinny problem. Faktem jest, że znajdowałem się na niezłej bani, ale z okoliczności towarzyszących w pełni zdawałem sobie sprawę. Przestępstwo jest ścigane przez Interpol, więc wyjazd mnie nie ratuje.
– Wycofać się już nie możesz?
– W żadnym razie, facet się przede mną ujawnił. Nawet próba wycofania oznacza podróż Wisłą ku morzu bez przyrządów pomocniczych. To nie jest towarzystwo tolerancyjne.
– Chryste Panie… Milczmy przynajmniej na ten temat! Milczeliśmy, a mimo to wiedziałam, że Paweł zakład wygrał. Wyjechał zaraz potem.
Na krótko spotkaliśmy się w Paryżu, parę lat później. Siedział po uszy w robocie, propozycje miał z całego świata i prasa o nim pisała. Urwał się z jakiegoś wywiadu, żeby w tajemnicy przed żoną spotkać się ze mną…
– Szanuję twoje uczucia, ale, czego, do diabła, ta kobieta ode mnie chce? – spytałam ze złością. – Sypiałam z tobą wcześniej niż ona! To ja mogłabym mieć pretensje!
– A czy to musi być logiczne? Ona chce, żebyś w ogóle nigdy nie istniała i dajmy sobie z tym spokój.
– Nie ona jedna – mruknęłam i nawet zastanowiłam się przelotnie, skąd się bierze ta rozpanoszona niechęć do mojej egzystencji. Muszę mieć chyba jakąś cechę, stanowiącą dla niektórych sól w oku…
– Mam lekkie obawy – powiadomił mnie Paweł. – Obawy, to może nawet za dużo powiedziane. Cień obaw. Techniki się zmieniły, ale istnieje gdzieś obrazek z moimi odciskami palców i, przykro mi się przyznawać do głupoty, ale nawet matryca. Raz ją miałem w ręku.
– Było nie brać – wytknęłam. – Do patrzenia służą oczy.
– Napomknąłem o głupocie, prawda? A impreza nabrała ostrych rumieńców i gliny jej nie lubią. Tu w dodatku w grę wchodzą rozmaite względy polityczne, w Stanach też, co ci będę tłumaczył. Konkurencja działa i wrogów posiadam. Te przedmioty są w Polsce.
