– I co?

– Gdyby udało się je zniszczyć…

Pomyślałam o Mikołaju, z którym właśnie łączyła mnie miłość potężna i wieczna jak pióro i ondulacja, a wierzyłam w niego święcie. Możliwości miał, chęci mu nie brakowało, Pawła nie lubił trochę tylko mniej niż jego żona mnie, ale zdławiłam w sobie powątpiewanie we własne talenty dyplomatyczne i postanowiłam zadziałać.

Paweł w zabiegach śledczych miał osiągnięcia, do których przyznał się dopiero teraz. Jego dziadek, ten od babci Francuzki, był człowiekiem bogatym i wśród innych dóbr posiadał włość niewielkich rozmiarów. Nosiło to nazwę Pojednanie i mieściło się blisko szosy na Grójec, cztery kilometry za Tarczynem. Włość znałam z tej przyczyny, że mój ojciec, z wykształcenia bankowiec, coś tam po wojnie załatwiał. Liczyło to pięćdziesiąt hektarów i dziesięć metrów kwadratowych i te dziesięć metrów stało się kością niezgody. Upaństwowić, czy nie? Upaństwowiono by bez namysłu, ale dziadek Pawła miał duże chody i udawało mu się długo opierać, między innymi przy pomocy mojego ojca, człowieka sprawiedliwego i myślącego kategoriami matematycznymi. Te dziesięć powinno się zaokrąglić w dół. Do jakich rezultatów doszli, pojęcia nie miałam, ale jako dziecko byłam tam wożona i posiadłość znałam doskonale, podobała mi się w ogóle i przez jakiś czas wyobrażałam sobie nawet, że należy do mnie. Potem nauczyłam się czytać, wyobrażenia mi przeszły, potem przestałam tam bywać, a jeszcze długo potem odwiedziłam miejsce w towarzystwie Mikołaja.

Paweł był starszy ode mnie o trzy lata i posiadłość dziadka znał lepiej. Orientował się w układach. Jakim sposobem stwierdził, że przejście dołem od altanki ogrodowej do dworu ciągle istnieje, nie wyjawił mi nigdy, wiedział o nim jednakże i wyszło mu, że używane jest w charakterze kryjówki. Skrytki. Może skrzynki kontaktowej. Altanka była w ruinie, dwór, w połowie użytkowany jako skład produktów spożywczych ludzkich i zwierzęcych, a w połowie zamieszkały przez osoby przypadkowe i postronne, również. Dostęp otwarty ze wszystkich stron, bo ogrodzenie zużytkowała na, własne potrzeby okoliczna ludność wiejska. Tam jednakże należało szukać ewentualnych dowodów przestępstwa, o czym w czasie ostatniej bytności nie miałam najmniejszego pojęcia, w przeciwieństwie, zdaje się, do Mikołaja.



23 из 223