– Schyliłem się, nie mogła mnie pani widzieć – wyjaśnił. – Zabolało jak diabli i tak to przeczekiwałem, żeby się nie popłakać. Ale już mija.

Pomasował kostkę u prawej nogi. Lewa była dla baby lepiej widoczna.

Przyglądała mu się jeszcze przez chwilę z wyraźnym powątpiewaniem, nie zaproponowała pomocy, ruch głowy wskazał, że wzruszyła ramionami, cofnęła się do wnętrza i zamknęła drzwi. Jarzębski był pewien, że cały czas go widzi, masował więc kostkę z wielką energią. Przyszło mu na myśl, że doczekanie ekipy pod pozorem skręconej nogi może okazać się korzystne, zgarną go jak osobę przypadkową i jego przynależność do policji nie wyjdzie na jaw. Z babą znajomość już właściwie zawarł, może się to przydać.

Przyjechali po dziesięciu minutach, przywożąc ze sobą lekarza policyjnego.

– W czym dzieło? – spytał podporucznik Andrzej Werbel, z którym Jarzębski chodził jeszcze do szkoły podstawowej, nie mówiąc o średniej i studiach. Rozdzieliły ich dopiero różne wydziały w policji.

– Żeby to piorun strzelił – odparł Jarzębski i zwlókł Werbla nieco niżej. – Zejdźmy, tam nas widzi baba z przeciwka. Gość mi wyszedł w aferze, umówiłem się na rozmowę, przyjechałem i zdaje się, że zastałem klienta dla was.

– Fałszerstwa? – upewnił się Werbel.

– Cały czas. On musiał cholernie dużo wiedzieć. Jakim cudem w tym tempie złapaliście doktora?

– Plątał się przypadkiem. A co, nie jesteś pewien, czy nie żyje?

– Pomacałem, był ciepły. Tam się odbywało ostre szukanie. Chcę być przy przeglądzie rzeczy.

– Nie ma sprawy. Idziemy.

Pośpiech przestał być niezbędny, bo lokator mieszkania okazał się nieżywy od co najmniej pół godziny. Fotograf odwalił robotę, na jego miejsce wszedł daktyloskop.

– Na klamce są moje – zawiadomił podporucznik Jarzębski. – Od zewnątrz. Wewnątrz nie dotykałem.

– To bardzo ładnie z pańskiej strony – pochwalił go technik. – Widzę tu świeżutkie jak rzodkieweczka na wiosnę.



3 из 223