
Lekarz nie miał wątpliwości, aczkolwiek na razie wypowiadał się prywatnie. Dwie rany kłute, z czego jedna wprost we właściwy organ, załatwiały sprawę, nic więcej nic było potrzebne. Śladów walki nie stwierdził. Władza nadrzędna w postaci kapitana Frelkowicza wyciągnęła wstępne wnioski.
– Zaatakowany znienacka nożem, prawdopodobnie sprężynowym. Otworzył komuś drzwi i zarobił pierwszy cios. Nie zdołał zareagować, napastnik wepchnął go dalej i poprawił. Potem wziął dobre tempo i przeszukał lokal na zasadzie trąby powietrznej, a szukał głównie w papierach.
– I pewno znalazł – wtrącił z ciężkim rozgoryczeniem podporucznik Jarzębski. -Żebym, cholera, przyszedł godzinę wcześniej!
– A dlaczego nie przyszedłeś? – zaciekawił się podporucznik Werbel:
– Sam mi taką porę ustawił. Umówiony z nim byłem. Ale będziecie wiedzieli, kto był krótko przede mną, bo naprzeciwko działa kamera.
Cichym głosem opowiedział o babie. Miał obawy, że posiada w swoich drzwiach nie tylko oko, ale także i ucho. Obaj, kapitan Frelkowicz i podporucznik Werbel, ucieszyli się szaleńczo. Na wszelki wypadek spytali doktora, czy do zadania ciosu potrzebna była siła.
– Jeśli sprężynowiec, mogło to zrobić dziecko – odparł doktor i odmówił dalszych wyjaśnień. – Reszta po sekcji, nie zawracajcie mi głowy.
Zawadzające bardzo w ciasnym pomieszczeniu zwłoki usunięto i kapitan dokonał podziału zajęć. Werbel z Jarzębskim zaczną grzebać w mieszkaniu, on sam zaś przesłucha babę. Możliwe, że dzięki niej dochodzenie nie potrwa nawet dwudziestu czterech godzin.
Drzwi otworzyły się przed nim, zanim zdążył przyłożyć palec do dzwonka.
– Niby co się tu wydziwia? – spytała ostro przechodzona piękność. – Mam zadzwonić na policję?
– Policja to ja – odparł kapitan i poczuł się jak Ludwik XIV. – Służę legitymacją. Przychodzę z prośbą o pomoc. Możemy wejść do środka?
